A może jednak... DZIENNIK ANI
[ATTACH=CONFIG]1291[/ATTACH]i jeszcze
Nie mogę się doprosić w hurtowni,żeby dostawy materiału były na czas.A dziś to już przeszli samych siebie. Czy ja mówiłam, że nie cierpię niesłownych ludzi? A jak mnie ktoś okłamuje, to traci bardzo wiele w moich oczach.Tak mam i już. Dla mnie słowo droższe od pieniędzy Byłam w w/w hurtowni dziś około 14.30 i pytam grzecznie "Czy pojechał do mnie transport tak jak się umawialiśmy"? Taaak . Usłyszałam w odpowiedzi. O ja naiwna, dopiero zaczynam budować to i jeszcze wierzę w to co mi powiedzą. Pojechałam spokojna do domu na obiadek, bo przecież Boby mają materiału pod dostatkiem, to niech budują ładnie. Zjadłam i w błogiej nieświadomości zasiadłam do kawki, a tu dzwoni kierowca, ze on się ładuje:jawdrop: i gdzie on ma jechać? No, w mordkę jeża jak się ładuje jak już był? Ten kto już budowę przerabiał to już wie, że rano żaden transport nie przyjechał.A ten popołudniowy to się zjawił ,bo akurat dziś tam byłam;)
Jak później zadzwoniłam ,to pani J. w popłochu przełączyła do szefa, bo to on mi ściemniał. A ja nie chciałam krzyczeć tylko paletę cementu domówić Ale fajnie wiedzieć, że się mnie trochę boją
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia