Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości
  • wpisów
    0
  • komentarzy
    0
  • odsłon
    459

Nasz dom – z problemami


 

 

 

 



Strasznie długo nie pisałam, ale tak do wszystkich to można: o niektórych marzeniach i o dobrych wiadomościach, prawda? A jak coś nie tak – to człowiek najpierw pyta, kiedy będzie dobrze, później sam sprawdza, co się dzieje i robi to z tym większym niedowierzaniem, im większa była wcześniej jego ufność... A w końcu zaczyna walczyć o swoje. Teraz poznałam jeszcze 4. fazę: jak się trafia na opór a inne ważne sprawy życiowe, np. rodzina lub praca zawodowa, bardzo absorbują, to człowiek w geście samoobrony po prostu obojętnieje nawet na sprawy, na których bardzo mu zależało, z którymi łączył swe plany i marzenia. Jednym słowem przekonuję się, że być może najważniejsza różnica między samodzielnym chandryczeniem się z szefami kolejnych ekip budowlanych a zleceniem całości jakiejś firmie jako generalnemu wykonawcy polega przede wszystkim na tym, że w tym drugim przypadku ustala się wszystko z 1 tylko osobą. Tyle – że ustala się bez końca:rotfl:, a to sprawia, że zakrada się zwątpienie, także w jakość przyszłych prac, kiedy ( jeśli? ) w końcu ruszą... To wnioski ogólne, a konkrety wyglądają tak: najpierw przekładane terminy przysłania projektów (chciałam je pokazać tacie-budowlańcowi przed złożeniem w urzędzie). Niby tylko o kilka dni, z zapewnieniem, że to skomplikowane wyliczenia itd. Aż tata, kiedy wreszcie je zobaczył, zapytał: „ zdecydowaliście się na projekt typowy, tak? To to, co mi przysłaliście, powinni wam dać 2 dni po uzyskaniu warunków zabudowy” i zwrócił uwagę na kilka niejasności, m. in. wystające z sufitu podciągi:o. Pewnie przesadził, ale termin, który mam w umowie na przygotowanie dokumentacji i tak jest już przekroczony. Jak wcześniej pisałam: miałam bardzo dobre wrażenia z pracy przydzielonego nam menadżera. Naprawdę jest b. uprzejmy, w różnych urzędach potrafi b. skutecznie załatwiać formalności, często się kontaktuje z inwestorami, tak, że naprawdę czułam się dobrze informowana. Od projektanta jednak nawet on nie potrafił wydobyć dokumentów... Poprosiłam więc o rozmowę z prezesem, wysłuchał – i tego samego dnia dokumenty przesłali do nas. Dziś poszliśmy je złożyć – niestety, okazało się, że są niekompletne. Podobno w urzędach zawsze dają termin na uzupełnienia, to normalna procedura itd. Być może. Ale sprawy znowu się odwlekają... Jestem mocno rozżalona, a najgorsze, że z tych doświadczeń wynika jeden wniosek: słuchać – i sprawdzać. Niby normalne w dzisiejszym świecie, ale czy po to decydowaliśmy się na generalnego wykonawcę? Mam nadzieję, że już wybrali przynajmniej jakąś ekipę budowlaną... Uff, podobno pisanie o problemach ma też funkcję terapeutyczną, więc: co było, to było – zobaczymy, jak będzie dalej. Teraz już sobie postanowiłam: piszę regularnie co tydzień i to będzie rzetelna kronika działań ES Polska – może także dla ich przyszłych klientów. Obym mogła pisać same dobre rzeczy – tak byłoby najlepiej dla wszystkich, prawda?

3 komentarze


Rekomendowane komentarze

Drogi Kasjocie - to chyba miała być pociecha? Wiem, że przemawia przez Ciebie doświadczenie i mądrość życiowa, ale wciąż mam nadzieję, że to tylko "wypadek przy pracy" i jednak wybraliśmy profesjonalną i po ludzku honorową firmę... A swoją drogą, to masz wielką rację: cierpliwość to podstawa - nawet po to, by złe emocje nie zawładnęły jeszcze niewybudowanym domem:no:, prawda? Z serca życzę, abyście już jak najszybciej i na trwałe mogli się cieszyć owocem Waszych 4-letnich zabiegów przy tworzeniu swego MIEJSCA NA ZIEMI:bye:

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...