Marchewkowe pole [dziennik Karpatki]
REFLEKSJA (PRAWIE) TEOLOGICZNA
Ja to chyba mam chody tu i ówdzie, nie chwaląc się oczywiście i umiarkowaną pokorę zachowując. W nocy padało! I melduję uprzejmie, że idzie "ku lepszemu". Znaczy się: dach cieknie dalej, ale jakby mniej. I tylko w jednym pokoju. Konkretnie w naszej sypialni. Mam się już cieszyć, czy jeszcze poczekać????
A generalnie, to Mały Żonek wzbudził dziś szczerą radość naszych panów od płytek. Kolejny raz okazało się, że moja druga połowa tak skutecznie mierzyła, że znowu zabrakło. Tym razem drobne 4 metry Mówiłam, że osiedleni w Krakowie poznańscy potomkowie Szkotów mogą się od niego wiele nauczyć?... Ponieważ Mały Żonek tradycyjnie w delegacji, więc po kolejny transport kafli dziarsko ruszyłam sama. I w tym miejscu z satysfakcją stwierdzam, że na świecie są jeszcze dżentelmeni! Miałam pomoc w pakowaniu tych kartonów do auta i to w dodatku zupełnie "cywilną" (to info dla niedowiarków, którzy podniosą zarzut, że usługa w cenę wliczona była). Z rozpędu dorzuciłam jeszcze jakieś 25 kg fugi i dwa zestawy magnesów na płytkę pod wanną. A teraz z duszą na ramieniu czekam, kiedy chłopaki wezmą się za Tajgę. Pytanie "kiedy i czego zabraknie" jest zasadne w kontekście 2 miesięcy oczekiwania na dostawę tego tałatajstwa...
A z postępów okołobudowlanych: mam wykafelkowany hol i kuchnię (no dobra, prawie. Brakuje 4 metrów) i wyfugowaną ścianę w kuchni. Foto w przyszłym tygodniu, bo Mały Żonek - tradycyjnie w delegacji - zwinął aparat.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia