Od kwietnia do ... zimy (a może jesieni?)
GLEBA
No sami widzicie, jak ja na nic nie mam czasu. Czegokolwiek bym nie robiła, zawsze powinnam w tym samym czasie robić też coś innego albo dwa cosie, albo i trzy... A już na pewno nie powinnam w tej chwili pisać do dziennika, bo to kompletnie nieracjonalne...
Szybko zrelacjonuję inne niż parapetówka wydarzenia zeszłego weekendu.
Zgodnie z zapowiedzią w piątek pojawił się nasz Pan Wywrotkowy i dostarczył nam jeszcze pięć wywrotek ziemi. Wyrzucił ją na działce sąsiada (jak dobrze być pionierem!!!)
Następnie Pan Wywrotkowy przekształcił się w Pana Koparkowego i zaczął tęż ziemię przerzucać przez płot i rozwozić po działce. Nawet calkiem ładnie ją wyrównał. Na tyle ładnie, że Pan Od Konia, ku rozpaczy dzieci, nie będzie musiał jej bronować.
Tymczasem my złapaliśmy za łopatę (Andrzej) i szpadel (ja) oraz grabie (na zmianę) i nuże kopać i grabić!
Zanim koparka wjechała na działkę, wyrównaliśmy największe góry i doliny. Potem ja ładowałam a Andrzej ładował i rozwoził taczką ziemię sprzed domu tam, gdzie koparka nie mogła swobodnie manewrować. Podobno tej ziemi było 15 ton i do tego jeszcze ponad tona piasku. Na koniec zostało nam wyrównanie tej rozwiezionej ziemi grabiami.
W krótkich przerwach, gdy Pan Koparkowy wyłączał silnik, żeby usłyszeć odpowiedź na pytania o sposób rozłożenia ziemi na ziemi, udzielaliśmy także pośpiesznych wyjaśnień na temat pompy ciepła, która bardzo pana zainteresowała.
Na koniec usłyszałam komplement: "no, ale pani pracowała dzisiaj, jakby była ze wsi, a przecież pani chyba z miasta jest?" Potraktowałam to jako autentyczny komplement! W końcu przecież dorobiłam się ostatnio uczciwych odcisków na dłoniach (mimo używania, gdy nie zapomniałam, rękawiczek). Jak za starych dobrych czasów, kiedy to bywałam często w stajni i, zgodnie z teorią naszego św. pamięci instruktora pana Janusza, wyrażałam swoją miłość do koni machając z zapałem widłami przy obrządku.
I nawet zakwasów nie miałam!
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia