Dziennik Abromby
Wesoła, w której się wychowałam, odpadała ze względu na ceny. Od początku wiedzieliśmy bowiem, że działka ma mieć powyżej 1000 m. Szukaliśmy na wschód od Warszawy - jedno miejsce nawet nam się podobało, ale okazało się, że ma iść tam A2. W innym okazało się, że opowieści o scaleniu działek to bajki. No i po miesiącu dotarliśmy w okolice Chojnowskiego Parku Krajobrazowego. Był słoneczny sierpień (najgorsza pora na kupowanie działek - pamiętajcie, by kupować wiosną!!). Bardzo nam się ta okolica spodobała - takie przemieszanie ulicówek, nowszych skupisk domów, lasów i pól. I tak trafiliśmy na pole kukurydzy, na którym znajdowały się nasze działki.
Aha, od początku naciskałam, żeby mieć działkę nieco w głębi, od sięgacza lub drogi wewnętrznej. Naczytałam się o wypadkach na wiejskich drogach, gdy dzieciak wyskoczy z posesji za piłką albo na rowerze i trafi na jakiegoś rajdowca. Tak więc z pierwszej od ulicy działki zrezygnowaliśmy, a nabyliśmy dwie - rolno - budowlaną (bo pas zabudowy to 50m od drogi gminnej) i rolną. Dzięki temu wyszło taniej - a całej działki i tak się nie zabudowuje. No i ta rola była wreszcie żyzna, o co mi chodziło. Jak pisałam, wychowałam się w Wesołej, na wydmach. I w ten piasek lało się wodę, sypało kompost, a i tak był piasek. No to chciałam mniej sucho i żyźniej. No i było mniej sucho, zwłaszcza na wiosnę
I we wrześniu 2002 zostaliśmy właścicielami .
Zaraz po podpisaniu aktu notarialnego ruszyliśmy na te zaorane i zabronowane 22 arów czynić nasadzenia. Na szczęście zapobiegliwie od kilku lat tworzyłam własną miniszkółkę drzewek, więc miałam brzozy, sosny, modrzewie, dzikie czereśnie, śliwki, trzmieliny no i trochę innych rzeczy.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia