Dziennik Abromby
Pod koniec 2002 r. przystąpiliśmy do sporządzania projektu. Miałam dużo czasu na przeglądanie projektów, bo miałam zwolnienie w ciąży i byłam za adaptacją projektu gotowego.
Ale wtedy mój mąż, który ma jakieś dziwne szczęście do znajdowania sobie "mistrzów" postanowił, że najlepiej będzie, jak projekt zrobi nam jego znajomy z pracy, w tamtym okresie traktowany przez niego jak mistrz włąśnie w dziedzinie urbanistyki.
I tak pojawił się u nas pan J.Ł. J - szacowny sześćdziesięciolatek w fularze z fajką i bardzo wysoką samooceną. No i ogromnym wyczyciem artystycznym. Wizję domu zaakceptował - taki dwuspadowy z lukarnami i naczółkami - jak to ja mówię, typowy dom na pola nie udający dworku.
Ale Pan J.Ł.J. bardzo do dworku dążył - np. chciał nam na przestrzał w linii północ południe zrobić amfiladę sieni, co jest naturalnie spójne z koncepcją architektury dworkowej, jednakowoż nieco marnuje przestrzeń. Wszędzie proponował portfenetry, co moim zdaniem w aspekcoe posiadania małych dzieci nie jest do końca mądre, a ponadto zwiększa straty ciepła, ale wg niego między ścianą a oknem tak naprawdę to nie ma różnicy. Chciał też w holu na dole zrobić stopień, bo to mu rozwiązywało problemy konstrukcujne. Bogu dziękować, że się nie zgodziłam, bo już widzę Krzyśka biegającego po tym holu. Generalnie nie umiał zrozumieć, że to ma być dom dla ludzi z małymi dziećmi. No i generalnie podkreślał, że jest artystą a od szczegółów technicznych jest wykonawca. Toteż, jak pisałam, w projekcie mam z detalami wzór na balustradzie ale np. komin mam raz z jednej, a raz z drugiej strony lukarny (na rzucie elewacji) (ciekawe, czy PINB dowali mi karę za budowę niezgodnie z projektem )
W kilku tematach pisałam o wynikach jego (architekta artysty) działalności artystycznej, w tym najświeższym o kominie, nie chcę się powtarzać. Starałam się jak mogłam, żeby to poprawiać i właściwie to ja powinnam mieć prawa autorskie do tego projektu w 50 %.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia