Dziennik Abromby
Próba ściągania humusu dwa razy udała się nie powiodła, za trzecim razem cos tam ściągnął. Ale z 1/3 tego, co trzeba było (teraz wiem, że trzeba było nająć ludzi do kopania ręcznego - uniknęłabym późniejszych kłopotów).
A my tymczasem rzuciliśmy się w wir zakupów. Tak się bowiem szczęściwie składa, że moja szacowna budżetowa instytucja ma bardzo korzystne pożyczki mieszkaniowe - 3% w skali roku, do 10 lat rozłożenia. Postanowiliśmy zawalczyć o jakieś 80 tys - ale wymagane było 30% już wydanego wkładu własnego. No to zaczęliśmy. Kupilismy na faktury Maxa, inne cegły, sporo stali. Po miesiącu poszukiwań zdecydowaliśmy się na dachówkę ceramiczną von Muellera - była promocja na czerwoną angobę. Kupiliśmy więźbę.
To znaczy: za wszysko zapłaciliśmy, dostaliśmy faktury, spisaliśmy umowy bezpłatnego przechowania - ale towaru w ręku nie mieliśmy. Jako prawnik stwierdzam, że bardzo to było ryzykowne - ale nie mieliśmy tego gdzie złożyć, a o tę pożyczkę warto było walczyć. Ostatecznie na koniec kwietnia dostałam wiadomość, że przyznali nam 60 tys. Wtedy wydawało mi się, że to dużo kasy na budowę
W międzyczasie ogrodziliśmy działkę. Ponieważ wiadomo było, że będą konieczne jakieś podsypywania, a strach było wkopywać słupki stalowe - po prostu wstawiliśmy stemple i napięliśmy siatkę. Ze stemplami nie trafiliśmy - były jodłowe - najmniej żywiczne. Teraz wiem, że jeśli już, to trzeba starać się dorwać daglezję albo (stary i sprawdzony sposób) opalić tę część, która ma być wkopana w żarze dogaszającego ogniska.
Co prawda na razie nadal te nasze słupki stoją.
Na szczęście siatkę, jak i większość stali kupiliśmy w marcu - a co się potem przez Chińczyków z cenami stali działo, chyba każdy pamięta.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia