Dziennik Abromby
W nocy z soboty na niedzielę spałam pierwszy raz. Próbnie. Mi się śniły jakieś koszmary, Młodemu o dziwo nie Bozia, Aniołek, samolot czy pociąg - ale podobno jego chrzestna. Mąż nie wyjawił swoich snów (zresztą nie liczą się , bo on już nocował)
Spaliśmy w pokoju Krzyśka - jako jedyny na górze jest zaopatrzony w wykładzinę. Kominek grzał, w kranie była ciepła woda (ale przysznic jeszcze nie przykręcony, więc trochę harcerska toaleta była). Bardzo brakuje nam kuchni, ale ma przyjechać w tym tygodniu. Nawywoziłam już trochę wazoników i innych bibelotów zagracających mieszkanie, postawiłam na półce w salonie i całkiem rodzinnie się zrobiło. No i mieliśmy pierwszych gości. Na tę okoliczność piekliśmy kiełbaski w kominku (było już za ciemno na grilowanie) i oczywiście ufajdałałam mazią z nich wypływającą granitową półkę pod kominkiem. Podobno tych plam nie widać, ale ja widzę.
Domek sprawdza się komunikacyjnie - rozmieszczenie pomieszczeń jest bardzo naturalne.
Chyba będzie nam tam dobrze.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia