Dziennik Abromby
Wpadłam przed pracą do mieszkanka ( wyjazd z domu o 6.30,żeby zdążyć przed korkami), więc zrobię retrospektywę ostatnich dni.
29 kwietnia - piątek - z wyładowaną przyczepą opuszczamy niegościnny Muranów.
30 kwietnia - sobota. Przyjechała szeroko rozumiana rodzina męża na czele z teściami. Mieli trochę pomóc ogarnąć wszystko - raczej organizowali wszystko po swojemu.
1 maja - niedziela.
Przyszła niemal umówiona kandydatka na następczynię naszej niani. Postępowanie z Krzyśkiem w stylu pasienia krów - byle tylko w szkodę nie wlazł. On na ulicę - ona za nim . On w błoto - ona sie patrzy. Kontaktu werbalnego niemal zero. Na koniec próby przeprowadzamy z panienką rozmowę, że to musi inaczej wyglądać. Zasypiam pełna niepokoju, jak instalować kamery, gdzie schowa rzeczy bardzo osobiste i wartościowe. Lekko nie jest.
2 maja - wtorek.
) 7.20 Abromb przywozi Ukrainkę, która ma posprzątać.
O 8.00 Przychodzi kandydatka na nianię i obwieszcza, że zrezygnowała. najpierw szok i załamanie, potem jednak ulga. Zupełnie nie czułam do niej zaufania.
A Ukrainka ochoczo (przynajmniej takie wrażenie robi) SZORUJE okna. Mówię, żeby robiła to delikatniej – a ona swoje.W efekcie porysowała mi te P2. Ponadto zalała scinę cieczą domycia okien.
Zostałam bez niani i ze świadomością, że jak sama nie posprzątam, to chałupa będzie sie nadawać do wymiany.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia