Dziennik Abromby
3. Zapóźnienia cywilizacyjne wsi polskiej
No bo tak chyba trzeba nazwać dość częste wyłączenia prądu. Powiedzmy że raz w tygodniu. Od jakiegoś czasu jest trochę lepiej, ale bywało różnie. Zdecydowanie nie można bazować na samym prądzie - gaz do gotowania jak najbardziej wskazany, choćby butla turystyczna.
Moja wieś ma jeszcze inną specyfikę - w lecie ok. 19.00 systematycznie na godzinę - dwie przestawała płynąć woda. W gminie dowiedziałam się, że podobno sieć wodociągowa prawie wszędzie ma ten sam przekrój - co przy wieczornym podlewaniu ogródków dawało ww efekt. Co to znaczy przy umorusanym dwulatku, nie musze chyba pisać....
Spalaniowa gospodarka odpadami kwitnie. Dla ludności rolniczej jest absolutnie naturalne, że wszelakie folie i tym podobne tworzywa sztuczne wędrują do atmosfery. Jakieś pół kilometra od nas sąsiad, skądinąd naprawdę sympatyczny, ma pakowalnię warzyw. No i "utylizuje" te folie i styropiany kilka razy w tygodniu. Inni wysyłaja przez kominy sama nie wiem, co. Koszmar!!!! Delikatne rozmowy nic nie dają - a do ostrzejszych działań trzeba będzie zmontować jakąś koalicję Napływowych.
4. Sprzątanie 170 metrów domu dla mnie niewykonalne. Może jak juz wyjdziemy z paczek i wszystko będzie wykończone na tip-top oraz na swoim miejscu - bedzie lepiej.
5. Od przeprowadzki młodemu skończyły się ciągłe infekcje, mi też. Przerobilismy jesiennny wirus, ale wszyscy wokół chorowali. Słowem - cel sanatoryjny wsi został osiągnięty. Teraz niestety rozpocznie się sezon grzewczy (vide pkt. 3), więc pewnie się pogorszy.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia