Mazurska chałupa komtura
Na wszelki wypadek zabezpieczyłem belkę osobiście by mieć pewność, wytrzyna dłużej na tym swiecie niż ja sam.
Pan Henio z pomocnikiem zabrali się do pracy raźno. Szło im całkiem dobrze, aż przyszedł moment ustawienia pierwszej pary krokwi.
Krokwie oparte o murłatę i stołek za nic w świecie nie chciały się zetknąć w kalenicy. Pan Henio długo kombinował co zrobić. W końcu zaczął podcinać... Zrobił to zbyt dobrze. Krokwie skrzyżowały się na szczycie. Miałem tego dość, bo podcięta krokiew (krokiew czy krokwia? Oto jest pytanie) w miejscu oparcia miała już tylko grubość cienkiej deski.
Na szczęście dysponowałem jedną parą krokwi ekstra. Następne osobiście wymierzałem i pokazywałem majstrowi gdzie i ile zaciąć. Dobrze, że jestem techniczny.
Pan Henio przybijał krokwie do belek potężnymi gwoździami. To robił naprawdę po mistrzowsku. Ale w pewnym momencie zauważyłem, że po zmierzeniu odległości między krokwiami usiłuje kolanem nagiąć belkę o ładnych kilka centymetrów. Zanim zdążyłem spytrać co robi belka była umocowana potężnym gwoździem. Wygięta była w łuk. Zmierzyłem odległość. Pan Henio raz mierzył odległość pomiędzy krokwiami a w innym miejscu, dwa metry dalej, odległość między krokwiami + grubość jednej. I właśnie o grubość krokwi przesunął końcówkę.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia