Mazurska chałupa komtura
No i zaczęło się. Zakupiłem na allegro kafle z pieca. Wyprawa z przyczepą na haku pod Poznań, załadowałem i pojechałem po drugi piec. Miał być do rozbiórki w domku po babci. Domek był, piec był. Była też babcia i dziadek, którzy o niczym nie wiedzieli. Szkoda mi było przejechanych kilometrów, czasu, moich sił, a najbardziej dwojga starych ludzi...
Kupiłem następny piec. Trochę z przygodami pojechałem kila dni później pod Kraków. Piec też do rozbiórki. Rozłożyłem go na czynniki pierwsze w 2 godziny. Sprzedawca, młody człowiek oczyścił kafle z gliny i pomół załadować na przyczepę. Nad ranem dojechałem do Warszawy. Po południu wyjazd do "komturii". Kafle rozładowałem i ułożyłem starannie. Powrót do Warszawy - wpadłem do remontowanego domu kolegi by umówić się z fachowcem który u niego kończył remont. Wszystko gra, w przyszłym tygodniu może zacząć w "komturii"
Jak na skrzydłach pobiegłem do samochodu... Za furtką postawiłem lewą nogę. Prawa noga nie znalazła oparcia. ŁUUUP. Wpadłem jedną nogą do rowu. Wygramoliłem się. Stopa bolała jak... Wsiadłem do samochodu i delikatnie naciskając pedał gazu dojechałem do domu. Jakieś 260 km. Najgorsze było hamowanie. Próbowałem lewą noga. Samochód stawał dęba, a pusta przyczepa wyczyniała harce na drodze.
No i z powodu jednego kroku mam na nodze białego kazaczka z gipsu na 4 tygodnie, zastrzyki w brzuch i remont odsuwa się nie wiadomo na jak długo.

0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się