Dziennik Zielonej
27 wrzesień
Pogoda skutecznie krzyżuje nam plany. Wczoraj jak zobaczyłam dachowców, którzy wyglądali jak zmoknięte, przemarznięte kruki siedzące na naszym dachu, to moje niewrażliwe serce zaczęło się kroić.
Przycinają dachówkę przy koszach i jeszcze sporo kosmetycznej roboty im zostało. A tu dzisiaj znowu pada. W środku domu piździ jak ... w kieleckim. Wytrzymałam tylko pół godziny, a oni są 10 godz. Na noc wzięłam 2 tabletki polopirynki mulsującej. Jutro muszę mieć siłę bo będziemy z Markiem stawiać ścianki działowe – wirtualnie – bo trochę jest zmian w stosunku do projektu. Murarz już zaciera ręce na dodatkową robotę ( 1000zł – 70 m2 ścianek)
Czy jeszcze wyjdzie słońce?
Marek zrobił przegląd rachunków i wyszło, że z rozliczeniem pierwszej transzy nie będzie najmniejszego problemu. Po rozmowie z bankiem okazało się, że w przyszłym tygodniu możemy spodziewać się wizyty pracownika banku a nawet ... PANI DYREKTOR tego oddziału zaszczyci nasze progi, by na własne oczy zobaczyć postępy budowy. W lipcu, gdy braliśmy kredyt były tylko fundamenty i pracownica banku z niedowierzaniem przyjęła informację, że dach jest prawie skończony. Ja tu narzekam, że prace budowlane wloką się jak flaki z olejem, a bank jest zdziwiony, że w 3 miesiące można postawić stan surowy otwarty. No ... udało im się mnie zaskoczyć. Przecież niektórzy w 6 miesięcy mają dom pod klucz.
Wczoraj nieśmiało rzuciłam hasło, że może by tak zacząć załatwiać gaz ... forumowicze radzą nie zostawiać tego na ostatnią chwilę. I ... zostałam drugi raz zaskoczona ... Marek już większość formalności pozałatwiał, tzn. podobno mamy już uzgodnienia warunków dostawy gazu i projekt przyłącza i coś tam złożył w gminie w wydziale architektury i ma uzgodniony termin, żeby to coś odebrać. Nie chciał mnie wtajemniczać we wszystkie zawiłości tego tematu i jestem mu za to bardzo wdzięczna.
Podobno mam nie obciążać sobie tym „blond główki”.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia