Dziennik Zielonej
10 październik
Idzie zima. Jak ja ją przetrzymam. Energia mnie rozpiera, chciałabym pchnąć sprawę naprzód, a tu zimno, wietrznie, w bezokiennym domu przeciągi takie, że po godzinie odgruzowywania poddasza (w czapce i rękawiczkach) wymiękłam. Zapowiadają śniegi a ja mam nadzieję na „babie lato”.
Kupiliśmy Drewnochron – ciemny orzech - by samodzielnie pomalować podbitkę na dach. Od „lewej” – niewidocznej strony - będzie pociągnięta Fobosem, od „prawej” – twarzowej – 2x Drewnochronem. Teściu jak zobaczył dwie puszki Drewnochronu w piwnicy, to stwierdził, „ ...że mogliśmy kupić coś lepszego bo Drewnochron to kiszka ...”. Ha! Na to Marek „ ... że jak się okaże kiszka, to jak podbitka będzie zamontowana, to się pomaluje trzeci raz jakąś niekiszką ...”. Mój tata zaofiarował swoją pomoc w malowaniu (chwała mu za to).
Wyszło, że musimy kupić prawie 80 m2 podbitki (uwzględniając podbicie dachu tarasu). Z tym dachem nad tarasem to problem, bo zupełnie nie mamy pomysłu jak go podbić, chcielibyśmy, żeby konstrukcja dachu była widoczna, a z drugiej strony wtedy wyjdzie kapliczka, a jak zabudujemy to stodółka. No i pas.
Może coś w trakcie roboty się urodzi.
A jak się nie urodzi to zostawimy sprawę na wiosnę.
0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia