mój dom - już do końca
Wczoraj spotkałem się na budowie z człowiekiem, który ma mi lać chudziak i robić tynki. Chyba zdecydujemy się jednak na cementowo wapienne. Trudno, że drożej ale nie odpadają jak się w nie niechcący kopnie co przy moim temperamencie... nie wazne.
Zastanawiam się nad jedną sprawą: czy garaż wyglądałby obrzydliwie, obskurnie i meliniarsko gdybym zrezygnował z tynków tamże? Pakiet oszczędnościowy pozbawia mnie tynków w kotłowni (na czym szczególnie mi nie zależy bo kotłownia to tylko kotłownia) i w spiżarni (która wykrojona jest z garażu więc na pewno nie będzie pomieszczeniem gdzie zaglądają goście dodatkowo wydaje mi się że będzie wyglądała ładniej bez tynków co oczywiście w przypadku pomieszczenia do którego będę zaglądał po miód i wino li i jedynie nie ma kompletnie żadnego znaczenia). Gdybym zrezygnował z nich też w garażu... hmmmmm kto nie ma tynków w garażu?
Chudziakowy pan Mikołaj (załóżmy) wejdzie z ekipą we wtorek. Ekipa składa się z zagniewanych młodocianych oraz ich nestora - Pana Mikołaja właśnie. Młodociani są zagniewani głównie z tego powodu, że zima i roboty ni chu chu więc jawię się im jako zapowiedź pierwszego od wielu dni ciepłego posiłku i dobrobytu.
Nie wiem czy to to, że sezonu niet ale Pan Mikołaj wielce spolegliwy jakiś. W zakres jego obowiązków wejdzie uprzątnięcie wnętrza z drewna które trzymam sobie na pierwszy sezon grzewczy, stempli, desek - poskładanie tego wszystkiego w okolicy mojej szopy - elegantki (zaznaczyłem, że ma byc poskładane ładnie i estetycznie), ściągnięcie około 10 cm piachu celem wyrównania (jeszcze nie wiem czy to będzie 10 cm bo mam wymyślić jaką chcę wysokośc pomieszczeń i on to uzależni właśnie od tego), zagęszczenie tegoż za pomocą maszyn jakichśtam no i wylanie chudziaka. Pan Mikołaj wraz z młodzieżą ma też skończyć fundament pod ogrodzenie którego nie udało mi się skończyć samodzielnie z powodu braku czasu. Chce za to 17zł za metr chudziaka, sprzątania, zagęszczenia i wyrównywania nie liczy. mam nadzieję że nie liczy tez fundamentu bo powiedziałem, że jak mi sie ładnie spisze to tynki też oddaję w jego ręce.
Nie muszę też kupować kozy bo Pan Mikołaj ma swoją ponoć wielką jak Martenowski i przywlecze ją ze sobą. W celu instruktażu podłączenia kozy do komina Pan Mikołaj wlazł na stertę drewna przykrytego resztkami blachodachówki, z której to sterty spadł prosto na twarz. Myślałem, że cos mu jest ale po chwili zaczął przeklinac tak gładko i inspirująco, że przestałem się tym w ogóle przejmować.
Pan Mikołaj to tata Grześka dekarza a jak wiadomo Grzesiek to dekarz nad dekarze i jeżeli solidność i perfekcjonizm odziedziczył po ojcu to ... hej kolęda ko-lę-da!!

0 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Brak komentarzy do wyświetlenia
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się