Pan Wojciech Grzeszczak "Broda" (z powodu brody zaplecionej w warkocz). Doskonały gawędziarz, który fantazjuje na temat swoich umiejętności i doświadczenia. Nieterminowy, nierzetelny, szokująco niefachowy, a do tego dość kosztowny, ostatnio grasował na terenie Łomianek (generalnie jest spod Nidzicy). Do szumnie zwanej ekipy zwerbował ochotników, którzy kompletnie nic nie potrafili- ani zrobić gładzi, ani malować, nie umieli używać podstawowych narzędzi jak np wiertarka. Wszystkie ich roboty były do poprawki, co oznacza dodatkowe koszty robocizny i materiału. Sam "szef" nie potrafi dozorować swoich pracowników, więc na budowie jest ustawiczna przerwa śniadaniowa z piwem. Fuszerki: - falujące tynki, nierówno zatarte (różne faktury tynku na jednej ścianie) - krzywe glify okien i drzwi - niedoróbki w mniej widocznych miejscach- np nie pomalowane okolice grzejnika, niedokończony tynk - w pion kanalizacyjny wstawiona popękana rura- zalało nam piwnicę+zawilgocony pion - rury wodne ułozone zygzakami sprzecznie ze sztuką - nierówno ułożone płytki gresu i glazury (różne grubości fug, płytki przyklejone na różnych poziomach) - fugowanie w ogóle woła o pomstę do nieba- zafugowane tylko pół wanny ("zapomniałem!!!"), w innych miejscach fuga zwisa w grubych pacynkach - źle zasilikonowana kabina prysznicowa zrobiła małą powódź w łazience - tapeta położona na wilgotny tynk, cała w bąblach powietrza, które miały "się wchłonąć" (wszystko do zdarcia) Nie mówię już o drewnianych podłogach poniszczonych gruzem i zaprawą, porysowanych ramach nowych okien i makabrycznym bałaganie (pogubione wałki i pędzle, nogi do wanny i parę jeszcze rzeczy). Podłogi gresowe po pracy pana Wojtka ledwo doszorowaliśmy nawet Szopem i pochodnymi. Ostrzegam, nie bierzcie go do swoich remontów.