Jeśli mogę jeszcze coś dodać, może wcześniej byłem zbyt ostry, sorry, ale śledzę ten temat od pierwszego postu i mnie już Twoja sytuacja po prostu boli. Żeby coś polubić, w tym wypadku Irlandię, to trzeba mężowi pokazać, co jest w niej lepszego od Polski. Argumentów myślę, że znajdziesz wiele, ot np. to darmowe przedszkole, u nas nie ma na to co liczyc, gdy którykolwiek z rodziców pracuje, a prywatne są bardzo drogie. A oni sami zapraszają!! Tak musisz zrobić, żeby Twojego męża gryzło sumienie, że jeśli córka wróci do Polski, to będzie mieć prawdopodobnie gorszą przyszłość (on, angielskiego nie umie, choć uczyć się może na każdym kroku), ale on sam do tego musi dojść. Możesz mu tylko podpowiedzi delikatne dawać. Socjal z tego co wiem w Irlandii jest super, w Polsce, bezrobotny tatuś, nie może liczyć na nic, on pewnie jakiś zasiłek dostaje, więc namów go, żeby się temu krajowi przynajmniej częściowo odwdzięczył. Wydaje mi się też, że on z nudów może część kłótni wszczynać, zajęcie mu dać: to będzie najlepsze lekarstwo. Na czym mąż się zna? Jakie ma wykształcenie, jeśli zawodowe i ma fach w ręku to pracę na pewno znajdzie. Jeśli wyższe a ang słaby to tu będzie problem. Jak mu tak na kasie zależy, to najlepszy arg jest taki, że w Polsce za tą samą pracę dostanie 4x mniej niż w Irlandii -> szybciej odłożycie kasiore na remont, obędzie się bez pomocy teściów. Spróbuj do jego męskiej ambicji przemówić. Jak po honorze chcesz konkretnie pojechać: wskażę ci być może jego słaby punkt: inwestycje, wypytaj ile "zarobił", możesz się ewentualnie teściowej pochwalić. Jeśli rzeczywiście zarobił, to poczekaj, aż to straci, a straci na pewno. To tyle z mojej strony.