Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

Trubliss

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    2
  • Rejestracja

Informacje osobiste

  • Mój klub zainteresowań
    Budowa - wymiana doświadczeń

Profil płatny

  • Kategoria
    usługi

Converted

  • Tytuł
    WITAJ, tu znajdziesz opowiedzi na swoje pytania

Trubliss's Achievements

WITAJ, czytaj i pytaj... :)

WITAJ, czytaj i pytaj... :) (1/9)

10

Reputacja

  1. Wielkie dzięki za rady. Spróbuję zdobyć adres delikwenta i napisać mu pisemko. Sytuacja jest o tyle trudna, że jeśli będę z nim ostro drzeć koty, to podejrzewam, że może mi bardzo utrudnić życie w kwestii dojazdu do mojej działki. Dojazd do wszystkich działek, o których była mowa (oczywiście poza działką mojego byłego sąsiada, który ma dom przy głównej drodze) odbywa się po 'prywatnej drodze', która na mapach zaznaczona jest właśnie w taki sposób - czyli każdy ma swój kawałek drogi, wydzielony z jego działki. Czyli żeby dojechać do siebie, muszę przejechać po drodze należącej do trzech sąsiadów. W ten sposób wykluczona zostaje opcja wpięcia się do instalacji deszczowej w drodze, bo takowa nie istnieje (sama droga w tej chwili istnieje bardziej na mapie niż w rzeczywistości). Cóż, zachciało mi się mieszkać na podmiejskiej wsi, to mam Aczkolwiek spodziewałam się, że problemem będą raczej 'tubylcy' (którzy palą śmieci i leją ścieki na pobliskie łąki, aż miło - zamiast chodzić z psami na łąki przy domu, na spacery muszę jeździć samochodem w inne miejsce ), a nie 'miastowi'. Wojgoc - fakt, że dla buraka jestem głupia najmniej mi przeszkadza. On dla mnie też do najbardziej rozgarniętych nie należy - a może bardzo się mylę. Pech chciał, że mamy konflikt interesów, a to budzi niezdrowe emocje i sprzyja obrzucaniu się błotem. Ja się z nikim żreć nie chcę, bo są ciekawsze zajęcia, tyle tylko, że miałam suchą działkę, a mam bagno... Znam tę działkę jeszcze z czasów, kiedy rosły na niej ziemniaki, teraz ewentualnie ryż można uprawiać..
  2. Witajcie. To mój pierwszy post na tym forum i mam nadzieję, że znajdzie się jakaś dobra dusza, która mi coś poradzi. Nie chodzi co prawda o podniesienie terenu (chociaż w tej chwili trudno mi powiedzieć, czy sąsiad i tego nie zrobił, ale muszę przyznać, że nie śledziłam jego poczynań, dopóki nie zaczęły mi one wyraźnie przeszkadzać...), ale o zalewanie mnie wodą z działki sąsiada, ale od początku. Mam sobie całkiem fajną działkę, którą dostałam niejako 'w spadku'. Działeczka jest budowlana, niedaleko drogi, ale nie przy drodze, z fajnym widokiem i takie tam. Jej mankamentem jest stosunkowo niewielki spadek (jest położona na łagodnym zboczu). Jakiś czas temu sąsiad (ten z góry) podzielił swoją działkę na trzy części (przy czym jedna część to działka, na której stoi jego dom, położona przy głównej drodze) i sprzedał dwie działki znajdujące się pomiędzy mną a nim. Na działce bezpośrednio nade mną nie dzieje się nic, natomiast sąsiad z działki powyżej wybudował już dom i przykrył go dachem. W zeszłym roku, jesienią, zaczął coś majstrować, jeździć koparką zarówno po swojej działce, jak i po działce sąsiada i mojej - a że akurat byłam w kraju (niestety chwilowo wyemigrowałam z ojczyzny), to wziełam burki na spacer i poszłam zobaczyć, co jest grane (mieszkam nieopodal, działka o której piszę jest niezabudowana). Otóż sąsiad zakopał sobie na mojej (!!!) działce rurę, którą odprowadza wodę ze swojej działki, robiąc mi tym samym bagno na mojej. Do tego woda z jego rynien jest na dzień dzisiejszy ukierunkowana w taki sposób, ze pięknie przepływa przez działkę sąsiada i zatrzymuje się na mojej. Próby rozmowy z tym panem nie mają żadnego efektu, tłumaczy mi, że 'woda musi spływać, bo takie są prawa fizyki' - wszystko ok, ale ja mu tę jego fizykę zmienię, jak mu tę rurkę, która się kończy na mojej działce, zatkam. Generalnie wolałabym uniknąć włóczenia się z chłopem po sądach i innych gminach, ale nie bardzo wiem, co mogę zrobić, żeby mu rozum wrócił do głowy (o ile kiedykolwiek się tam znajdował). Póki co 'rżnie głupa' albo, co gorsze, uważa że to ja jestem głupia - a to nie tak, po prostu zbyt rzadko bywam w domu, żeby dać mu popalić. Czy ktoś ma jakiś pomysł, jak rozwiązać taki problem? Z góry dziękuję za wszelkie rady.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...