Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

mo_nicka

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    0
  • Rejestracja

Informacje osobiste

  • Mój klub zainteresowań
    Budowa - wymiana doświadczeń

Profil płatny

  • Kategoria
    usługi

Converted

  • Tytuł
    WITAJ, tu znajdziesz opowiedzi na swoje pytania

mo_nicka's Achievements

WITAJ, czytaj i pytaj... :)

WITAJ, czytaj i pytaj... :) (1/9)

10

Reputacja

  1. No właśnie nie ma planu zabudowy dla tych terenów. Na mapach urzędowych oznaczone są jako jakaś strefa. Nam się udało i wykorzystaliśmy przepis o zagrodzie siedliskowej. Zresztą nie mieliśmy innego wyjścia. Nie stać nas było na zakup działki gdzie indziej, ale szczerze, teraz jak widzę co się tam dzieje wolałabym chyba wypruć sobie wszystkie żyły i mieszkać na końcu świata niż w takim miejscu i w takim sąsiedztwie. I podejrzewam, że nie będzie właścicieli innych działek - jesteśmy tylko my, teściowie i sąsiad. Sąsiadujące działki mają dojazdy z innych stron i problem z głowy. Najbardziej przygnębiające jest jednak to, że my dopiero zaczynamy i przed nami wiele lat. Pewnie, że chciałabym z nim dojść do porozumienia, właśnie ze względu na tą przyszłość. Próbowałam nawet. Ale jak rozmawiać z człowiekiem, który odgraża mi się i wyzywa mnie od najgorszych?!?! Wiem, że sąd nie załatwi sprawy, bo nawet jeśli wystąpimy o poszerzenie tej drogi koniecznej, to piekło będzie trwać dalej, a nawet zaogni się jeszcze bardziej. Jestem załamana, bo wychodzi na to, że nie ma wyjścia z tej chorej sytuacji
  2. Wiesz, to trochę inna sytuacja. My nie twierdzimy, że nagle służebność nam się należy. Rodzina mojego męża już zapłaciła za tą nieszczęsną drogę i od 30 lat z niej korzystają i jak pisałam wcześniej utrzymują ją. Problem pojawił się dopiero, gdy zaczęliśmy się budować. I najśmieszniejsze jest to, że nawet nie ciężkie samochody, roboty budowlane mu przeszkadzały, tylko sam fakt, że on w tym rejonie na działki, które chciał sprzedać warunków zabudowy nie dostał, a my tak. Posądził nas o łapownictwo, wyparł się transakcji sprzed lat i postawił słupy. Tego to nawet nie skomentuję
  3. Oj wierz mi już on nic na tym nie traci. Pomijam już fakt, że odcinek ten kilkadziesiąt lat temu był wykupiony przez pradziadka mojego męża, za niemałe wówczas pieniądze. Ale jak to dawno temu było "na gębę" i niestety pozostało nam tylko zasiedzenie. My dbamy o utrzymanie drogi, opłacamy podatek, wykaszamy, odśnieżamy, utwardzamy. On tylko korzysta i śmieje się nam w twarz.
  4. Jeśli odkupię tą drogę - 3 m szerokości i ok 80 m długości, to czy to coś zmieni? Nie będzie mógł w granicy stawiać tych słupów? Z drugiej strony obawiam się troszkę ceny za metr takiej drogi A jak pójdziemy do sądu to mam rozumieć cała sprawa zacznie się od nowa, tak? Znowu normalny proces, tak jak to było w przypadku stwierdzenia zasiedzenia?
  5. Witam! To mój pierwszy post. Nie będę ukrywać, że zarejestrowałam się, bo potrzebuję pomocy. Już nie wiem gdzie jej szukać, stąd moja obecność tutaj. Mam nadzieję, że nie zostanie to źle odebrane. Ale do rzeczy... Od 2006 roku budujemy dom. Pomalutku i z mozołem w miejscu, które od zawsze nas fascynowało i wprawiało w zachwyt. Nasze "wichrowe wzgórze" z widokiem na góry. 40 arów szczęścia Działkę dostaliśmy od rodziców męża, a wraz z nią nabyliśmy prawo służebności przechodu i przejazdu drogą sąsiada. Teściowie mają zasądzona służebność przechodu i przejazdu o szerokości 3 metrów w wyniku zasiedzenia. Początkowo było 4,5 metra, ale sąsiad odwołał się i skończyło się na 3 metrach. Niby nie dużo, ale da się użytkować. Prawo to przechodzi na każdoczesnych właścicieli nieruchomości przylegającej do w/w drogi - stąd i na nas. Problemy zaczęły się gdy sąsiad dowiedział się o naszej budowie. Zaczęły się obelgi, groźby i przekleństwa. Kilkakrotnie zmuszeni byliśmy prosić policję o interwencję, bo zaczął nas przerażać, a dzieci zaczęły się go bać. Ale to było mało. Pewnego dnia sąsiad w granicy tych 3 metrów z jednej i drugiej strony wmurował dwa betonowe słupy- ograniczające tą powierzchnię. W tym akurat miejscu droga zakręca i fizycznie nie ma możliwości, żeby ten zakręt wyrobić. Efekt jest taki, że zniszczone zostały już trzy samochody, bo ktoś, kto tamtędy nie jeździ na co dzień, nie umie pokonać tego przeklętego zakrętu. Nie wiem co w sytuacji gdybyśmy chcieli wezwać straż pożarną, karetkę (w domu schorowana babcia męża), albo choćby zwykłą śmieciarę! Nie wiem co robić, bo nieuchronnie zbliża się termin naszej przeprowadzki, a mnie ogarnia trwoga na samą myśl, że miałabym mieszkać w takim miejscu! Informowałam się już w nadzorze budowlanym, czy te słupki nie podchodzą pod samowolę budowlaną, ale niestety nie . Proszę was o pomoc mając jednocześnie nadzieje, że znajdzie się na forum osoba, która pomoże znaleźć mi rozwiązanie powyższej sytuacji. Serdecznie pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...