Mówicie tutaj o rozwiązaniu które polega na podłączeniu naszej małej elektrowni do sieci. Ja spotkałem się z trochę innym systemem i sam zresztą poważnie się nad nim zastanawiam. Otóż system ten działa w drugą stronę. Prąd z baterii słonecznych, albo z generatorów wiatrowych jest magazynowany w akumulatorach. Potem przez inwerter jest wykorzystywany do zasilania domowych urządzeń. Natomiast nasza elektrownia nie jest podłączona do sieci, a więc prąd nie musi być sprzedawany do elektroowni. W momencie w którym akumulatory są rozładowane inwerter przestawia się na pobór prądu z sieci. Z punktu widzenia opłacalności ten system będzie zwracał się dłużej niż ten polegający na sprzedaży energii. Natomiast w chwili obecnej sprzedaż do ZE prądu jest koszmarem biurokratycznym. Wszystko trzeba robić na własny koszt. To ma się zmienić, ale nadal obawiam się że będzie tak jak w Niemczech. Tam od dawna były już dopłaty dla ZE żeby oferowały wysokie stawki za odkup energii. Natomiast po pewnym czasie pieniądze się skończyły i mimo że ustawowo powinny być dopłaty, to w praktyce nie ma pieniędzy. Boję się że i w Polsce tak będzie że wszystko wróci do starej sytuacji kiedy ZE nie ma żadnego interesu w odkupie od nas energii więc nam tego nie ułatwia. Ja osobiście chyba jednak skieruję swoje plany na taki autonomiczny system. Nie będę musiał babrać się z całą robotą papierkową. Nie chce też czekać na nową ustawę bo nie wiadomo ile to jeszcze zajmie. No i będę niezależny w pewnym stopniu od elektrowni i zmian cen za prąd, albo braku jego dostaw. Ewentualnie jeśli sprzedaż prądu do ZE będzie działała to przebuduję system na taki który będzie to umożliwiał (nie jest to trudne). Co Wy myślicie o takim rozwiązaniu?