:)
piękne!!!
Na nasz ślub przyjechalo wiele osób z daleka, krewni z ktorymi widuje się tylko na ślubach i pogrzebach. Kiedy czekaliśmy pod kościołem przed mszą, mężowaty się na chwilkę urwał żeby z księdzem jeszcze coś wyjaśnić - ja czekalam z naszymi świadkami. Nagle podbiega ciocia od wieków nie widziana i prawi komplementy jak pięknie wyglądamy i gratuluje wyboru żony temu eleganckiemu młodzieńcowi obok, i kwiczy ze szczęscia i wdzięczy się jaka to piękna para i szczęscie i och i ach... A my grzecznie przytakujemy i dziękujemy... Ciocia myk do kościółka zając miejsce w ławeczce, a my zaraz za nią po przeformowaniu szyków... ciocia jak mnie z innym męzczyzną pod rękę mknąc w stronę ołtarza zobaczyła to mało nie spłynęła z ławki przez pól mszy miała nie lada zagadkę O CO CHODZI
a w kwestii roztargnienia ile to już razy zdarzyło mi się pójść z tłumem do innej sali w kinie zostawiając nie wiadomo gdzie w tyle mężowatego i ta mina gdy się orientuję że coś nabroiłam - jak szczeniak jamnika wyrzucony z łóżka - oczy pełne łez z błaganiem o litość na dnie. I natychmiastowa zmiana w damę z zadartym nosem dla niepoznaki jak tylko się zorientuję którędy droga bo ja nigdy przecież gaf nie strzelam!!!