witajcie w gronie przebudowujących. Też razem z mężem porwaliśmy się na przebudowę. Szczerze mowiąc po pracach, niespodziankach i kosztach które nas spotkały drugi raz na to bym się nie porwała. Lepiej było zburzyć i postawić nowy. My zamarzyliśmy o dużych przeszkleniach i otwartej przestrzeni na dole. W dom władowaliśmy sporo stali na podciagi, nadproża, wzmacnianie fundamentów pod słupami (choć fundament solidny z głazów granitowych). Cały czas wychodziły jakieś problemy. To nie ma pionów, poziomów, za nisko. Jesteśmy na etapie stanu surowego zamkniętego, z tynkami, uzbrojoną posadzką w podłogówkę, wylewki. Przed nami wykończeniówka. życzę dużo cierpliwości. Mieliśmy świetną ekipę ze wschodu, dla której nie było nic niemożliwego. Główny majster to informatyk z głową i wyobraźnią. Niestety musieli wrócić do domu, a nam zostali fachowcy/filozofowie którzy dumają co zrobić aby się nie narobić ale żeby zarobić. Już słyszałam, że tego się nie da, bo się jemu nie opłaca. Ręce opadają, w głowach się ludziom poprzewracało.