Cześć.
W dużej mierze dzięki Waszym radom i sugestiom postanowiłem samodzielnie ocieplić dom. Póki co idzie mi całkiem dobrze
Jedną ścianę obłożyłem już całą styropianem. I teraz mam pewne dziwne wątpliwości. Styropian będę kołkował na 100% (dom ma ponad 40 lat, dla świętego spokoju wolę to zakołkować), lecz jedna rzecz nie daje mi spokoju...
Chodzi o kołkowanie. Załóżmy, że odstaje mi prawy dolny róg styropianu. Daję tam kołka... I niby wszystko jest ok, jednak przez to, że ten róg "doszedł" do ściany to zarówno na ten róg jak i na płytę która już się przytwierdziła do ściany działają różne siły. Czy przez to, że zakołkuję płytę w narożniku który odstaje, może mi się odkleić pianka która zespala pustak i styropian obok miejsca kołkowania? Pianka (bo kleiłem na piankę) pewnie będzie się musiała na nowo ułożyć... Czy jest to w ogóle możliwe, że się ułoży? Wiadomo jak twarda jest pianka po zastygnięciu i jak ciężko jest z nią cokolwiek zrobić...
To samo tyczy się np połówki płyty styropianowej. Na wielu budowach widziałem, że na połówkę płyty dają jeden kołek na środku. Jednak wbicie tego kołka sprawia, że ze wszystkich 4 rogów płyty styropian jest "naciągany" do środka. Jak z tym wszystkim radzi sobie płyta? Czy ona z biegiem czasu "ułoży się na nowo"?
Zdaję sobie sprawę z tego, że pytanie może być głupie, jednak nurtuje mnie ono od dłuższego czasu. Tak na chłopski rozum nie mogę tego rozgryźć... Jesli płyta jest już przytwierdzona do ściany to kołki stanowią ingerencję w jej trwałą już strukturę, dlatego też zastanawiam się czy można zaszkodzić styropianowi kołkując go.
Oczywiście wiem, że (prawie) wszyscy kołkują, dom stoi 100 lat i nic się z nim nie dzieje. Wiem, wiem... Jednak gdyby znalazła się jakaś tęga głowa i łopatologicznie udzieliła mi odpowiedzi na moje zawiłe i pokręcone pytanie to byłbym wdzięczny.