Witam Wyszorowałam ściany sodą oczyszczoną, jednak po tygodniu zapach powrócił, niestety. Chłopak który kładzie mi kostkę, zadzwonił do znajomego malarza( dośś stary malarz), by dowiedzieć się co to może być i jak z tym walczyć i odpowiedz jaką dostałam to uwaga umyć ściany mlekiem 3,2 UHT. Pomyślałam, chłop zwariował. 3 dni chodziłam wokół tego mleka, bo to czyste szaleństwo, ale desperacja w pozbyciu się tego smrodu wzięła górę. Decyzja po dyskusji z mężem - myjemy jak nie pomoże trzeba zerwać sufit i tynk z felernych pomieszczeń. Zakupiłam mleko, gąbeczki kuchenne i ostrą stroną zaczęłam mlekiem szorować farbę. Mocniejsze przyciśnięcie gąbki i kilka powtórzeń w tym samym miejscu powodowało rozpuszczanie farby. Po pierwszym myciu zapach z kociego sika zmienił się na delikatnie pietruszkowy. Po 2 dniach przemyłam wszystko perhydrolem 30%, po kolejnych 2 dniach jeszcze jedno mycie mlekiem. Minęło 1,5 tygodnia od pierwszego mycia, 3 ostatnie dni 27 stopni w domu, gdyż wszystkie okna otwarte by się nagrzało - efekt :nie czuć nic z kocich szczyn! w piątek 20-05-2016 pół nocy spędziłam w drugim pokoju, szorując ściany mlekiem, dziś 23-05-2016 myłam perhydrolem, jutro czyli 24-05-2016 drugie mycie mlekiem się odbędzie, o efektach poinformuję , choć już dziś nie było nic czuć. Ktoś pisał że pomalował śnieżką satynową , ja mam też pomalowany wiatrołap ale u mnie nie śmierdzi, nie śmierdzą też sufity pomalowane śnieżką vernissage, wszystko oprócz tych dwóch pomieszczeń ( tu była śnież a grunt) było zagruntowane gruntem Diall i nie ma felernego zapachu. Czasu trochę od malowania minęło ok 2 miesiące więc myślę żeby już śmierdziało, zapach jest neutralny, tym bardziej że naprawdę nagrzewam wszystko ile się da, a jak wiadomo przy wyższej temperaturze zapach jest intensywniejszy. Nie mam pojęcia czy to mleko pomoże, bo nie wiem czy w tej farbie są bakterie, czy amoniak ( bo taki smród pamiętam z czasów dzieciństwa , gdy babcia koleżanki piekła ciasteczka na amoniaku, były pyszne po kilku godzinach od upieczenia, ale jak je piekła trzeba było uciekać, bo smród kocisz szczyn był nie do wytrzymania ( a to że w farbie jest amoniak by mi pasowało, gdyż amoniak utleniania tlen, a jego temperatura wrzenia zaczyna się od 33 stopni). Znalazłam też w necie sposób na ekologiczna farbę: 20 l wapna dolowanego (czyli wapno palone i 2 lata w dziurze w ziemi "chodowane" w wodzie) 4 kg twarogu chudego 1 kg barwnika (odpornego na wapno) i drugi 20 kg wapna dobrej jakości 7 litrów mleka lub maślanki 5 litrów oleju lnianego lub pokostu woda Coś w tym jest? We Wrocławiu zbudowano most z cementu piasku wapna i kurzych białek i do dziś stoi więc może w białku zwierzęcym jakaś siła jest. Poczekam na do końca tygodnia, bo mam być ciepluteńko i zobaczę czy zapaszek wróci??? Trzymajcie się ciepło