Ja może z innej beczki, dodam do listy - uleganie modom. Boli mnie, jak patrzę na koleżanki, które często zmieniają wystrój, bo prawda jest taka, że generują stertę niepotrzebnych potem klamotów. Jasne, mogłyby to sprzedać, mogłyby oddać, przerobić, ale w sumie albo upychają w piwnicy, albo wyrzucają. Tanie meble szybko się nudzą, to kupują nowe, a stare lądują na śmietniku. Lampa już nie taka modna - śmietnik. Zasłony, narzuty, poduszki, obrazy, zastawy stołowe (sic!) - śmietnik. Przerasta mnie to ponadczasowe wnętrze, z wysokiej jakości materiałów może jest droższe na początku, ale przynajmniej nie trzeba go szybko wymieniać, nie nudzi się też, nie wyrasta się z niego.