Nie, nigdy więcej. Przygodę rozpocząłem w 2018 roku od zakupu działki. Rok załatwiania papierów, pozwoleń. Jak już mieliśmy pozwolenie, to ekipa mogła ruszyć na wiosnę 2020. Zaczął się Covid, mieliśmy niewielkie oszczędności po zakupie działki i niestety zaczęły się problemy z załatwieniem finansowania. Skokowe zmiany cen materiałów, wykonawcy sami nie wiedzą ile więcej krzyknąć od poprzedniego, a potem i tak jest inaczej niż dogadane. W efekcie robię ile daję radę samodzielnie. Instalacja elektryczna, ocieplanie, zabudowa gk, malowanie, układanie parkietu, wstawianie drzwi. Plus praca na etacie. Od ponad roku nie mam życia. Jestem wyczerpany wykańczaniem, załatwianiem mediów i różnych pozwoleń. Ciągły stres, szybkie żarcie byle czego w drodze z pracy na budowę, non stop na najwyższych obrotach i ciągłe zmęczenie. Teraz jeszcze doszła kwestia rosnących rat, kosztów życia... Nie śpię po nocach ze strachem, że zanim zamieszkamy bank nas zacznie licytować, a i tak zarabiam całkiem dobrze. W 2016 oglądaliśmy mieszkanie z ogródkiem - gdybyśmy się zdecydowali, to już dawno byśmy mieszkali na swoim i żyli poza tym wszystkim. Na drugi raz celować będę w coś z rynku wtórnego, co najwyżej do remontu.