Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

kpp13

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    10
  • Rejestracja

Informacje osobiste

  • Mój klub zainteresowań
    Budowa - wymiana doświadczeń

Profil płatny

  • Kategoria
    usługi

kpp13's Achievements

 SYMPATYK FORUM (min. 10)

SYMPATYK FORUM (min. 10) (2/9)

10

Reputacja

  1. Pozwolę sobie odświeżyć temat. Podłoga nie przetrwała dwóch zim. Po pierwszej poodchodziły płytki położone przy ścianach. Po drugiej 3/4 podłogi jest po prostu w powietrzu (słychać puste pod płytkami, a pod kołami niektóre płytki popękały). Moim zdaniem popełnione zostały następujące błędy: podłoże zostało źle oczyszczone - wcześniej na zagruntowaną płytę wjeżdżałem samochodami (dwa stanowiska) ze względu na odległe terminy na położenie płytek. Na początku fachowiec, który to kładł, wydawało się, że oczyści to dobrze (bardzo długo czyścił narożnik, który wydawał się czysty), ale musiałem gdzieś iść i jak wróciłem to była wylana już na to wylewka samopoziomująca - nie ma opcji, że w mniej niż godzinę doczyścił brud naniesiony z kół, tym bardziej, że z dobrze wyglądającym narożnikiem bawił się z pół godziny, możliwe, że nie ma hydroizolacji płyty betonowej, płytki zostały położone na styk ze ścianami, a jest to blaszak kotwiony do płyty - w zimie ściany pracują i pewnie powciskały te płytki do środka, na skutek czego te krawędzie poodpadały pierwsze, fugi zostały położone niedokładnie, miejscami przebijał klej, powchodziła pewnie przez nie woda ze śniegu pod płytki i mróz zrobił robotę, płytki nie zostały niczym zaimpregnowane. Na błędach człowiek się uczy. A szkoda, bo liczyłem, że te płytki wytrzymają chociaż z kilka lat. Teraz muszę jakoś tą podłogę naprawić. Będzie ciężko kogoś znaleźć, bo nikt nie lubi takich poprawek, więc zapłacę pewnie ekstra i ostatecznie ta podłoga wyjdzie mi bardzo drogo. Żałuję, że nie zdecydowałem się na żywicę, może by nie poodchodziła. W każdym razie mam zamiar dosłownie patrzeć na ręce temu fachowcowi, który się tego podejmie. Mam kilka pytań jak teraz z tego wybrnąć, żeby było dobrze: Zakładając, że nie ma hydroizolacji płyty betonowej, czy jest jakiś sposób zabezpieczenia tego od góry tak (oczywiście po zerwaniu pierwsze płytek), żeby nie podciągało wody pod płytki? Jakaś folia, żywica, cokolwiek? Jak duże dylatacje między ścianami a płytkami zrobić i czym je wypełnić, żeby były elastyczne, a jednocześnie żeby woda się tam nie dostała? Jaki klej? Żelowy czy coś innego? Jaki rodzaj fugi? Epoksydowa? Będę wdzięczny za sugestie. Pozdrawiam Ps. ten sam fachowiec robił schody wejściowe do domu i też słychać puste na kilku stopniach :/
  2. Mam następujący problem - mam takie hobby, że uprawiam dość sporo rzadkich gatunków roślin o dość sporej wartości (zarówno cena jak i ograniczona dostępność). Rośliny te świetnie sobie radzą w naszym klimacie, jednakże jako że coraz częściej mamy skrajne zjawiska (silny deszcz, wiatr, grad, ...), to lepiej trzymać je pod przykryciem, bo każde takie zjawisko to połamane liście i stres dla roślin. W tym roku na przykład trzymałem je w foliowym tunelu. Niestety, po pierwszych upałach folia popękała i po całych 3-4 miesiącach używania nadawała się do kosza. Konstrukcja też zaczęła rdzewieć... Nie był to mój pierwszy foliak. Z własnego doświadczenia powiem tak - folia nadaje się na ogół na rok (max dwa), konstrukcja na 2 (max 3). W praktyce co rok - dwa trzeba kupić nowy foliak albo przynajmniej folię. I na prawdę na nich nie oszczędzałem, a co jeden to gorszy. Słaby to biznes. Zastanawiam się nad postawieniem czegoś porządniejszego, a mianowicie tunelu poliwęglanowego, dokładniej z poliwęglanu komorowego. Plusów ma dużo. Na pewno wystarczy na dłużej. A i w zimie lepiej trzyma ciepło (ewentualnie łatwiej go podgrzać), bo rośliny te też nie lubią większych mrozów. Tylko minus jest taki, że taki tunel trzeba jakoś porządnie zakotwić, żeby go wiatr nie porwał. Z tego co widziałem to robi się to na różne sposoby - albo mały fundament i do niego kotwienie, ewentualnie jakieś szpilki lub bloczki betonowe. Możliwości sporo, jednak każda z nich to poniekąd trwałe związanie z podłożem. Obawiam się, że ktoś z sąsiadów może mnie "podkablować" za postawienie takiego tunelu. Zastanawiam się więc jak to rozwiązać prawnie. Zakładam, że pewnie trzeba by to zgłosić do urzędu. Ale sprawa się nieco komplikuje. Po pierwsze, tunel postawiony byłby na działce moich rodziców, do której nie mam prawa, więc formalności musieliby załatwić oni. Wolałbym im nie robić z tym problemu. Z kolei upoważnienia do załatwienia formalności w ich imieniu raczej mi nie dadzą. Nie mają problemu z tym żeby tunel tam stał, ale nie chcą mieć z tym żadnych formalności. Po drugie, tunel stałby na części rolnej tej działki (kiedyś tam było pole uprawne, teraz to jest nieużytek). Czy można w ogóle postawić taki "budynek" na gruncie rolnym? Czy nie trzeba tego wcześniej odrolnić? Jak się w ogóle kwalifikuje taki tunel? Jest to budynek czy nie? Po trzecie, kilka lat temu stawialiśmy na tej działce garaż na zgłoszenie. W teorii miało być prosto, w praktyce wyszło dłużej i drożej niż w przypadku projektu. Urzędnicy wręcz celowo to utrudniali. Ale to materiał na inny wątek. Jak więc do tego najlepiej podejść? Czy da się to jakoś zgodnie z prawem postawić bez żadnych pozwoleń ani zgłoszeń? I jak z podatkiem? Trzeba coś płacić od takiego tunelu? Będę wdzięczny za podpowiedzi jak się za to zabrać
  3. Dziękuję za odpowiedzi. Moim zdaniem fugi są źle położone i być może podłoże też nie było dobrze oczyszczone. Obejrzałem je i miejscami widać przebijający klej lub niedociągnięcia (drobne przerwy w fudze). Obecnie w skrócie temat wygląda tak - zrobiła się zima, wjechałem kilka razy autem mokrym lub ze śniegiem. Weszło więc trochę wody do środka, dodatkowo cały syf z drogi, włączając sól. Wszedł też mróz. Kilka płytek już wypchnęło do góry. Pod kilkoma innymi słuchać puste. Więc dzieje się to, czego się obawiałem Dodatkowy problem, o którym nie pomyślałem, to brak jakiegokolwiek spadu. Po roztopieniu się śniegu stoją więc plamy z wody i trzeba walczyć mopem, żeby się do auta dostać. Eh, dramat ta podłoga...
  4. U mnie nawet nie tyle robią się bledsze, co białe i na płytkę wyłazi biała plama. Przykładowo tak: https://ibb.co/DbNycdd U mnie miała być fuga epoksydowa, ale gościa, który ją kładł chyba goniły terminy i położył zwykłą. Jeśli dobrze pamiętam to MAPEI Ultracolor Plus.
  5. Początkiem lata postanowiłem wypłytkować płytę betonową w garażu. Została położona wylewka samopoziomująca. Na to płytki gresowe, jeśli dobrze pamiętam na kleju żelowym. Jednak problem jest następujący - trochę wody i z fug zaczynają wyłazić paskudne białe plamy. Początkowo myślałem, że może to brud albo wosk, albo ewentualnie jeszcze coś innego spływa z auta, ale nie. Wystarczy woda i pojawiają się plamy. Nie jest to kamień z wody - rozlałem nawet trochę wody destylowanej i plamy też wyszły. Plamy zmywają się bez większego problemu podczas mycia mopem. Pytałem o to osobę, która kładła te płytki i stwierdziła, że nie ma pojęcia co to jest. Macie jakiś pomysł co to właściwie jest? Wapń wyłazi z kleju przez fugi? Da się jakoś przed tym zabezpieczyć? Bo pół roku minęło i wjadę autem po deszczu i podłoga robi się paskudna - wypadałoby co dwa dni myć... Tak samo woda z parownika i plamy też są... Ciekawe czy mi w zimie płytki nie poodpadają...
  6. Dzień dobry, Czy wolnostojący blaszak na zgłoszenie powinien zostać opodatkowany? Sytuacja wygląda tak - 1.5 roku temu odrolniłem kawałek działki i rozpocząłem budowę blaszaka "na zgłoszenie". Powierzchnia poniżej 35 m2 (5.8m x 5.86m). Wylana płyta betonowa. Blaszak zaczepiony kotwami rozporowymi do płyty. Jest to garaż blaszany, tynkowany, z dachem dwuspadowym. Tak to zostało ujęte w zgłoszeniu. Budynek odebrany w zeszłym roku, ale już trzeci raz mam problem z urzędami. Najpierw była historia, że skoro tynkowany, to na pewno murowany i został źle zgłoszony bodajże w starostwie. Sprawa wyprostowana. Ale teraz przyszło kolejne pismo - że nie płacę od niego podatku... Wizyta w urzędzie nic nie dała. Pani urzędniczka twierdzi, że należy zgłosić wniosek o opodatkowanie budynku albo dostarczyć jakiś dokument, ale sama nie była w stanie podać jaki. Tłumaczenia, że konstrukcja jest kotwiona i nie jest stale związana z podłożem nic nie daje - pani chce "dokument" albo podatek. Starostwo nie widzi problemu i nie jest w stanie wystawić żadnego dokumentu, który by tu pomógł... bo nie kojarzą nic takiego. Twierdzą, że u nich wszystko jest ok i widnieje to jako budynek. Mówili też o luce prawnej, że na dobrą sprawę oni nie wiedzą jak prawidłowo taki obiekt zakwalifikować. Faktycznie, poczytałem w internecie i z blaszakami jest problem... Przed budową natomiast, gdy przygotowywałem papiery, to zarówno starostwo jak i urząd miasta twierdzili, że żadnego podatku na taki blaszak nie będzie. Przejrzałem jeszcze internet - wszędzie raczej podają, że blaszak nie jest budynkiem z punktu widzenia prawa podatkowego i nie płaci się od niego podatku. Moje pytania: - Jak taki blaszak powinien zostać zgłoszony w starostwie? Obecnie widnieje jako "budynek", więc pewnie temu urząd się przyczepił o podatek. Samo starostwo nie wie jak go inaczej zakwalifikować... - Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Specjalnie postawiłem blaszak, żeby było szybko i bez problemu, a mam z tym masę kłopotów teraz. Na pewno nie chcę płacić podatku. Jakbym wiedział, że tak to będzie wyglądało, to bym postawił budynek murowany i bym się przynajmniej podczas silnego wiatru nie denerwował czy mi go nie poskłada... Będę wdzięczny za wszelkie sugestie, bo na prawdę straciłem już masę czasu i nerwów na ten garaż, i zaczyna mi już brakować pomysłów...
  7. Witam, Mam garaż blaszak "tynkowany", rozmiar 5.8x5.86m. Garaż dwustanowiskowy na płycie zbrojonej. Płyta została zagruntowana gruntem sczepnym już ponad rok temu i trzyma się to dobrze. Minus jest taki, że ciężko się podłogę zamiata czy wodę z niej usuwa, jeśli się zleje z auta np. po deszczu. Chciałbym mieć możliwość przejechania podłogi mopem czy miotłą, żeby nie było brudno. Chcę jakoś tą podłogę wykończyć. Na pewno chcę zrobić cienką wylewkę samopoziomującą, ale co dalej? Rozważam dwie opcje, które kosztowo powinny być porównywalne. Pierwsza opcja - płytki. Plusy wiadomo - stosunkowo łatwy i szybki montaż, łatwe w utrzymaniu czystości. Minus jest taki, że obawiam się, że pod ciężarem aut jak i gdy woda podejdzie w zimie to mogą z czasem zacząć odpadać. Obawiam się, że trzeba je będzie kleić ponownie za jakiś czas, zwłaszcza te na wjeździe i przy ścianach. Druga opcja - farba epoksydowa do podłóg. Położenie tego bardzo proste, pewnie ze dwie warstwy konieczne by były. Z tego co czytałem to powinno to wystarczyć na kilka lat, a później wystarczy ponownie pomalować. Co jest lepsze? Jak w praktyce sprawdza się farba? Będę wdzięczny za porady, zależy mi żeby zrobić to raz i żeby wytrzymało możliwie jak najdłużej bez żadnej interwencji. No i przy okazji nie chcę się wykosztować, bo to tylko garaż. Pytanie jeszcze w przypadku opcji drugiej - czy robić to w kwietniu (miałbym budowlańca wtedy), czy lepiej poczekać na lato żeby szybciej wyschło? Ile realnie może trwać schnięcie takiej farby?
  8. Witam wszystkich, Mam następujący problem: w zeszłym roku w lecie dobudowałem sobie garaż, a co za tym idzie, musiałem dołożyć trochę nowego bruku. Ze względu na położenie wyszło tego ponad 150 m^2. Bruk został dołożony do starego brukowanego dojazdu. Jako, że po tym bruku jeździć będą tylko i wyłącznie osobówki, zdecydowałem się na kostkę brukową o grubości 6 cm i obrzeże o szerokości 6 cm oraz długość 1 m każde. Takie rozwiązanie sprawdza się na starym podjeździe. Zależało mi na tym, żeby podłoże wybrać w miarę głęboko (minimum 40 cm) i dobrze ubić, podobnie jak przy starym bruku. Ze starego dojazdu jestem bardzo zadowolony - przez kilka lat nie zapadł się w żadnym miejscu, a zdarzyło się, że jeździły po nim ciężarówki. Przetrwał nawet dwie gruszki z betonem na budowę nowego garażu! Wracając do nowego bruku, z którym mam tu problem - prace wykonane w lecie i było wszystko fajnie do czasu silnych mrozów, które pojawiły się jakiś miesiąc czy półtora temu. Na dwóch krawędziach obrzeża na odcinku w sumie kilkunastu metrów zostały wypchnięte do góry, niektóre nawet na 5-6 cm. Kostka brukowa i trawnik nie zostały w żaden sposób ruszone. Jak się na to obrzeża nadepnie to wpadają. Po obrzeżach nie było jeżdżone, zostały wypchnięte "jedynie" w pionie. Mam tu na myśli, że nie przewracają się. Czy takie coś jest jest w ogóle akceptowalne? Zareklamowałem to - przyjechał szef firmy, która kładła bruk i stwierdził, że dopóki nie wypadną na bok, to jest w porządku... Powiedział także, że to wina zbierającej się wody pod obrzeżami i żeby sobie ewentualnie zrobić drenaż. No i że obrzeża na pewno wrócą na wiosnę na swoje miejsce. Co o tym sądzicie? Jak dla mnie głupie gadanie, byle tylko tego nie poprawiać. Co ciekawe, mam zacienione miejsce wzdłuż jednej krawędzi starego bruku, gdzie czasami pojawiają się duże kałuże i nigdy coś podobnego nie miało miejsca. Jak obrzeża zostały położone kilka lat temu, tak trzymają się do teraz - "ani drgną" Czy możliwe jest, że to wina słabego betonu? Mam wrażenie, że w miejscach gdzie wypchało te obrzeża, pracownicy użyli właśnie takiego przetrzymanego betonu. W sensie przywieźli go rano, a kończyli po kilku godzinach na upale. Rozrabiali go niby wodą i zawijali w folię, ale miałem wrażenie, że był strasznie sypki... Krawędzie, które układali świeżym betonem z rana, trzymają się dobrze. Kusi mnie także, żeby odkopać jedno wypchnięte i jedno twardo trzymające się obrzeże i porównać stan betonu... Zastanawiam się także, czy mi lada chwila te obrzeża nie powypadają na boki... Z góry dziękuję za odpowiedzi i pozdrawiam
  9. Dziękuję za odpowiedzi! Uspokoiliście mnie trochę. Generalnie przy montażu drobne części (wkręty, śruby, ...) były w nadmiarze i trochę i ich zostało. I tak przypadkiem zostało 6 wolnych kotew trzpieniowych, które akurat by pasowały na te ćwiartki i w sumie nie wiem czemu nie zostały użyte... Nie wytrzymałem i 5 kotew już dokręciłem. Została mi jedna - macie może pomysł jak ta "łapka" na załączonym zdjęciu się nazywa (w częściach było 5 takich blaszek wolnych, brakuje jednej). henrykow, ja ten błąd już popełniłem. Mimo, że blacha ocynkowana, to przy montażu na pewno jej powierzchnia została uszkodzona. Jak na razie największym problemem jest to, że mimo tego, że płyta jest prawie 10 cm ponad powierzchnią gruntu, to gdy deszcz pada z wiatrem, pod kątem, to woda spływająca ze ścian dostaje się pod nie i włazi do środka. Planuję to jakoś uszczelnić. Jak myślicie, uszczelniacz bitumiczny się nada do tego? Planuję pistoletem go zaaplikować od zewnątrz. Problem jest taki, że elewacja jest tynkowana i czarny pasek nijak do tego nie pasuje, no ale jakoś to trzeba poprawić.
  10. Dobry wieczór, Mam następujący problem - potrzebowałem w dość krótkim czasie zbudować garaż dwustanowiskowy. Głównie ze względu na czas zdecydowałem się na inwestycję w garaż blaszany. Wygląda to tak: przygotowałem płytę betonową zbrojoną. Przyjechała pewna firma i poskręcała garaż. Zakotwiła go. Wymiary garażu: 5.8x5.86m. Garaż posiada dwie osobne bramy segmentowe. Dach dwuspadowy, nachylenie około 30 stopni. Kotwienie kotwami trzpieniowymi 10. I teraz pytanie mam następujące: jak taki blaszak powinien zostać prawidłowo zakotwiony? W jakich miejscach i po ile kotew powinno się znaleźć? Generalnie firma dokonała kotwienia tylko w narożnikach i na środkach ścian. Czy przy takich wymiarach kotwy nie powinny się znaleźć jeszcze na środku każdej połówki (5 punktów kotwienia na ścianę: narożnik, ćwiartka, środek, ćwiartka, narożnik)? Firma zapewnia mnie, że wszystko jest ok i jest to jak najbardziej wystarczające. Ja przekonany nie jestem, tym bardziej, że nie tak dawno były u mnie podmuchy wiatru w okolicach 75 km/h. Jestem ciekaw Waszych opinii w tej sprawie. Z góry dziękuję za odpowiedzi. Pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...