Cześć!
Na początku opiszę jak budowany jest mój dom, tak żeby odpowiadający miał więcej kontekstu. Dom jest parterowy z nieużytkowym poddaszem. Więźba prefabrykowana, wykonana z wiązarów. Na dachu pełne deskowanie, papa i dachówka ceramiczna. Ściany z pustaka ceramicznego. Od środka: tynk strukturalny gliniany, tynk cementowo-wapienny, pustak, wełna, pustka powietrzna, deska elewacyjna. Co za tym idzie - przegroda ścienna paroprzepuszczalna(i to w dobrym kierunku, od materiałów mniej paroprzepuszczalnych w środku, do bardziej paroprzepuszczalnych na zewnątrz). Strych w 100% nieocieplany między krokwiami. Cały dom ocieplony od góry na stropie - 45 cm wełny ułożonych między pasami dolnymi wiązarów(jętki/belki stropowe - jak zwał tak zwał). Sufit podwieszany - klaszyne profile UD i CD, pod nimi folia aluminiowa paroizolacyjna DELTA Reflex. Niżej płyta impregnowana GK.
Moje pytanie - dlaczego przegroda ścienna jest tak paroprzepuszczalna, a strop tak paroizolowany? I czy aby na pewno ten strop jest taki paroizolowany? Jeśli w pomieszczeniu nastąpią okresy zwiększonej wilgotności(załóżmy na potrzeby dyskusji brak rekuperacji), to wówczas para wodna przejdzie przez GK(GK jest głównie z gipsu a ten ma współczynnik u(czyt. mi) całkiem niski - 16) i zatrzyma się na paroizolacji. Co z tą parą się wtedy stanie? Czy nie zacznie ona jakoby być absorbowana przez GK? Co jeśli GK zacznie wilgocieć i pleśnieć? Czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zatem użycie na suficie podwieszanym jakichś płyt paroizolacyjnych? Żadnych takich nie znalazłem. Dlaczego kultura budowy przegrody jaką jest strop, wygląda tak a nie inaczej? Co na to fizyka budowli?
Zdaję sobie sprawę, że pytań jest wiele i są całkiem akademickie i, że rzeczywistość to nie laboratorium, niemniej proszę o rzeczową dyskusję i poważne odpowiedzi.