Cześć,
Dokładnie 2 lata temu razem z żoną kupiliśmy mieszkanie w bloku 69m2, mieszkanie narożnikowe na parterze. Na codzień mamy odkręcone grzejniki w pokojach na 3-4 przez co temperatura w mieszkaniu utrzymuje się na poziomie 18-19 stopni, gdy tylko zakręcimy grzejniki w ciągu jakiś 2 godzin temperatura spada do 16-17 stopni, a w jednym z pokoi nawet do 14. W oknach wymienione uszczelki dokładnie miesiąc temu wraz z regulacją, ale mimo to problem dalej występuje. Macie jakieś pomysły jak podejść do tematu, czy uderzać do spółdzielni od razu, czy być może zaprosić kogoś z kamerą termowizyjną?
Generalnie nie mamy problemu z tym że musimy grzać, bo to jest oczywiste, ale nie sztuką jest nagrzać pomieszczenie, żeby po 2 godzinach temperatura spadła znowu o kilka stopni. Pod nami są piwnicę, i nieogrzewana klatka schodowa + mieszkanie narożnikowe, więc rozumiem, że będzie tu zimniej, ale że aż tak?
W całym mieszkaniu wymieniliśmy całą podłogę na nową i dorzuciliśmy specjalnie grubszy podkład, nie dało to absolutnie nic.
Największy problem pojawia się wiosną, gdy kończy się sezon grzewczy i grzejniki nie grzeją, a w mieszkaniu mamy dalej maksymalnie 18 stopni, mimo że za oknem ciepło.
18,7 stopnia to salon z odkręconym grzejnikiem przez cały dzień na 4 (obecnie 49,7 stopnia na grzejniku)
15,7 to pokój, w którym było grzane przez jakieś 5 godzin, grzejnik odkręcony na 3, temperatura wtedy wzrosła do 18,5 stopnia. Od kilku godzin grzejnik zakręcony i oto efekt, a uwierzcie, że rano termometr pokaże tam nawet 14 stopni.