Czytam sobie o tym jak to taka firma odwierciła studnię tu i tam. Dziwne jest to, że w tak zróżnicowanych warunkach (piszecie z całej Polski) prawie wszystkie nie przekraczają głębokości 30,0 m. Wyczyny niektórych wykonawców - tzw. studniarzy, godne są podziwu. W ich ofercie znajdujemy np. rury używane. Mam nadzieję, że nie są to rury kanalizacyjne. Sądząc po cenach za tzw. 1 mb dochodzę do wniosku, że: 1. Stosowane są materiały podłej jakości 2. Nie stosuje się zabiegów związanych z odcinaniem wyżej położonych (ponad poziomem użytkowym) warstw wodonośnych, które w przeważającej części skażone są odciekami z nieszczelnych szamb i innymi substancjami wprowadzonymi do gruntu. Ludzie mówią: mamy dobrą wodę, bo studnia głęboka. Akurat! Pomiędzy kolumną filtrową a ociosem istnieje zazwyczaj nieuszczelniona przestrzeń po rurach stalowych, dzięki której wody przypowierzchniowe, gruntowe i inne swobodnie spływają do filtra w ujętej warstwie wodonośnej 3. Rzadko wykonywane są badania hydrogeologiczne ( powinny być przeprowadzone na etapie wykonanego otworu hydrogeologicznego). Dopiero po ich zakończeniu i spełnieniu oczekiwań inwestora co do jakości i ilości pozyskanej wody wykonuje się ujęcie, czyli studnię. Jest ona zatem produktem warunkowym (jeśli woda dobra i jej ilość mnie zadowala, to chcę studnię). Te badania muszą być poprzedzone pompowaniem oczyszczającym, które może trwać nawet kilka dni. Później dokonuje się pompowania pomiarowego. Następnie otwór się chloruje (odkaża), bo przecież na narzędziach wiertniczych, pompie itd wprowadzamy do niego mnóstwo bakterii. Później (po 24 godz) chlor się odpompowuje i laboratorium bierze próbkę wody do badań chemizmu i bakteriologii. Krótko mówiąc samo wiercenie dziury w ziemi może trwać krótko, lecz badania nie. Zatem ci wykonawcy co robią studnię za 100 zł/mb lub 150 zł/mb czegoś nie dopełniają. Moim zdaniem i tak za dużo biorą. 4. Za taki stan rzeczy odpowiedzialny jest ustawodawca - na wykonanie studni o głębokości do 30,0 m i dobowym poborze wody nie większym niż 5000 litrów, o ile woda pobierana jest dla potrzeb gospodarstwa domowego (zwykłe korzystanie z wód) nie potrzeba żadnych kwitów. Zamawiający zleca i wykonawca robi. To właśnie jest przyczyna, że Wasze studnie (przeważnie) nie przekraczają 30 m. Jest to oczywiście bzdura, bo dziury są głębsze. Ukrywany stan faktyczny ma czysto ekonomiczne podłoże. Nie trzeba robić projektu badań geologicznych, dokumentacji wynikowej itd. Czyli w kieszeni zostaje ok. 2000 - 2500 zł. Poza tym dawno, dawno temu, by móc wiercić studnie trzeba było zdać egzaminy w Urzędach Górniczych. Teraz wiercić każdy może.. i wierci. 5. Zdumiony jestem, że wykonawca mówi: jak nie ma wody, to Pani/Pan nie płaci. Oczywiście, to jego sprawa. Widać zawsze chciał zostać Świętym Mikołajem. To świadczy o braku profesjonalizmu wykonawcy. Przecież jeżeli wiercenia zleca mu inwestor, to inwestor ponosi całe ryzyko, że nie ma wody. Po co nabył taką działkę? Wówczas rozliczone powinno być wiercenie (bez zabudowy materiałów). 5. Skoro już się tak wymądrzam, to jeszcze jedna uwaga. Ktoś wspomniał: wiercą w rurach 133 mm, montują filtr 110 mm, za materiały zapłaciłem 500 zł, za 1mb wiercenia 100 zł. Super!!! Policzmy! Grubość ścianki takiej rury, to ok. 4 mm, czyli 133-8=125 mm - w taką średnicę ma wejść filtr PCV 110 mm. Jego poszczególne odcinki albo są skręcane, albo połączone na wcisk. Musi zatem istnieć kielich (roztłoczenie) z jednej strony rury, by druga w ten kielich weszła. Dodajmy do średnicy 110 mm podwojoną grubość ścianki (ok. 10 mm). Otrzymamy 120 mm. Jak rury PCV wsadzimy w stalowe, to teoretycznie luzu mamy po 2,5 mm na stronę. Tutaj daję głowę, że wykonawca nie próbował nawet myśleć o żwirowaniu filtra, ani o uszczelnianiu przestrzeni pomiędzy ociosem i kolumną filtrową. Nie winię tutaj wykonawcy. On w swojej ofercie ma takie właśnie dziury. Inwestor ma to, za co zapłacił. 6. Zasoby wody do picia w Polsce są mniejsze niż w Egipcie!!! Pozdrawiam właścicieli ujęć i kandydatów na właścicieli.