
Laguna
Użytkownicy-
Liczba zawartości
3 -
Rejestracja
Laguna's Achievements
WITAJ, czytaj i pytaj... :) (1/9)
10
Reputacja
-
Życie u boku hodowli gołębii - jak się uwolnić ???
Laguna odpowiedział Jack3 → na topic → Dział Porad życiowych
No niestety, człek to taka sfora, która ma swoje upodobania i wymagania. Czego się dziwić? Jak ktoś lubi psy, a inny nie. Ktoś inny lubi koty, a inny nie. To samo dotyczy np. gołębi. Skoro Jack3 pisze, że przez gołębie jego zycie to nie takie życie, jak sobie planował... zaś: hmm... no cóż jest inne wyjście, sprawdzone m.in. w Niemczech... aby oduczyć gołębi siadać tam, gdzie ktoś sobie nie zyczy -mianowicie elektryczny system ochrony montowany jest na obrzeżach dachów, gzymsów, rynien, parapetów okiennych, kopuł i balkonów. Nie zabija -Broń Bóg nieproszonych gości, ale impulsowy system oduczy siadania na Twoim domu Jack3. A jak to nie pomoże....hmmmmmmmmmmm... może Jastrzębia? ahahaha :lol -
upsssssssssssssssss.... czytam nie o kurach, ale o kursach - ahahaha ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii to tylko literówka ahahah , no i chichram jak głupia, alez jestem głupia ahahaha
-
kurcze kurcze kurcze... Myszko 36 lat - to piękny wiek, nie wiek w którym mamy kończyć zycie, lub uciekać przed problemami. Czytając Twój post, miałam i łzy w oczach, ale i gniew wewnątrz mnie. Dlaczego? Więc tak: Czujesz, że stapasz po cienkim lodzie, widzisz szamotającego się męża, którego bardzo kochasz, a boisz się, że nie wróci. Długi, dzieci ich smutne oczy. Cholernie że tak powiem współczuję takiej sytuacji... Zrozum kolezanki piszące wyżej, że piszą iż potrzebny Tobie kop a nie głaskanie. Bo fakt faktem, ileż byśmy tak nie głaskali nawet kota, to znudziłoby mu się po dłuższym czasie i sobie poszedł. One chcą dać Ci takiego powera - upadłaś to wstań, bo czas najwyższy. Myszko i wśród nas są osoby, które w życiu nie miały łatwo, bo kto nam mówił, że tak ma w nim być? Depresja nie obędzie się bez psychologa, jeżeli masz już myśli samobójcze... Pierwszy krok... wstaję z rana, patrzę w lustro i mówię - the end, koniec z wizerunkiem kobiety któa zyje w strachu i płacze... W lustrze mówię do siebie - mam 36 lat i dam z siebie wszystko, uratuję rodzinę. Biorę prysznic, wskakuję w ciuszki, drukuję CV, chodzę po pracodawcach, zachodzę do Urzędu, czytam o kurach... idę do Doradcy Zawodowego i mówię: mam takie i takie wykształcenie, taki i taki zawód, obecnie jestem w krytycznej sytuacji, bo ja i mąż bez pracy. Napewno będą mieli Ciebie teraz na uwadze, a nawet zaproponują zaraz jakiś kurs, doszkalający. Wrócisz do domu nastawiona inaczej - zobaczysz, poczujesz, że coś zaczyna się dziać. Zacznij rozmawiać z mężem, chociaż nie będzie to łatwe. Nikt z nas nie jest wolny - ale to jakie więzienie stworzymy sobie, zalezy tylko i wyłącznie od nas... Kiedy upadamy, to czas Myszka się podnieść, zawsze znajdzie się wyjście z sytuacji- tylko szukajmy jego, łzy tutaj nic już nie pomogą, trzeba działać. Jeżeli teraz czytasz to i siedzisz zaryczana przed kompem- to myk łazienka i lustro i prysznic i U.P. itd. Powodzenia.
-
Młodzież tego nie pamięta, ale... to były czasy.
Laguna odpowiedział marekcmarecki → na topic → Dział Porad życiowych
My graliśmy... o ile mowa o ciąganiu liny... ale chłopaki wygrywali... Potem nie byłysmy frajerkami i mieszaliśmy się... Przypomniałam sobie jeszcze modne szaliki z czapkami- rózowe... takie czapki - smerfetki z dwoma paskami, z małym pomponikiem białym... A na dyscotekach i wieczorami nieraz mozna było usłyszeć: - oleo leo leo leeeeeeeeee nie damy się, nie damy się W parach to chyba teraz tylko na weselach się tańczy... bo na disco widzicie jak to tańczą... Jak to kiedyś powiedział mój tato: - co to za tańce, ona w jednym rogu sali a on w drugim i skaczą... -
Jezoo... a myślałam, że to ja tak ostatnio mam bajzer w domku, ale fakt rano wyjazd a wieczorem powrót z budowy. Cieszę się jak jest niedziela Nikt z wyrka mnie nie wypędzi - o nieeeeeeeeeeeee W związku najważniejsza jest rozmowa, ja odrazu " kuję żelazo póki gorące", mówię "co mnie boli". Nawet szczera bywam do bólu. Życie wymaga od nas też poświęcenia, wystawia nas na rózne próby... Jeszcze niedawno ja płakałam po wizycie na działce teściowej wrzeszczącej i mówiłam: - zachciało Ci sie tej działki obok matki Ale w końcu wzięłam się w garść po naszej rozmowie i nie miałabym sumienia zostawić go samego na budowie... W końcu to "nasze", oboje podjęliśmy decyzję. Oboje i to ważne... Budowa inaczej przebiega, gdy jeździ się na tzw. gotowe, a tak gdy"sami" to wymaga od nas siły fizycznej i psychicznej. Nie wyjaśnione problemy, sprawy, zakorzeniają się często w człowieku i w pewnym momencie szala się przechyla. Szala goryczy, żalu itp. A do wielu nieporozumień już tylko wtedy jeden mały krok. To tak jak stawiać dom(związek) na złym fundamencie. Cieszę się, że powoli się układa, trzeba teraz czasu, aby wróciło to, co ucierpiało Rafter... życzę Wam cierpliwości i trzymam kciuki.
-
Anno a może my mamy tę samą Poprostu ten typ tak ma... Wczoraj kopali u nas - zakładali prąd- to latała i sprawdzała, czy nie na jej miedzy Jak mój mąż powiedział- mamo ja ci nic nie zabrałem nigdy i się tak nie bój już. To mu odpowiedziała- ja tam Ci nie wierzę. A pracownicy stali jak wryci... Ja ponownie włączyłam zagęszczarkę i jeżdziłam dalej śmiejąc się pod nosem... Aniu jak najbardziej i ty pisz do mnie kiedy chcesz do mnie
-
Napewno naga ... w futrze
-
Młodzież tego nie pamięta, ale... to były czasy.
Laguna odpowiedział marekcmarecki → na topic → Dział Porad życiowych
Zapomniałam o modzie na te lalki duże z Rosji- płakały, niektóre chodziły... -
Młodzież tego nie pamięta, ale... to były czasy.
Laguna odpowiedział marekcmarecki → na topic → Dział Porad życiowych
My z klasą jeździliśmy do PGR-u zbierać ziemniaki Pani nauczycielka dostawała 2 gratis, a my zbieraliśmy na biwak klasowy. A końca pola nie było widać Jezoo szło się z tymi drucianymi koszami i szło ( niczym w obozie ). Ale biwaki były fajowe. A kto kupował słonecznik - ten czarny na kilogramy i podsmażał na patelni??? Zgadzam się, że chałwa miała inny smak. Przyznaję się do grzechu, jeśli chodzi o wożenie zakupów... dowoziłam chleb bez "piętki"... był super zawsze wypieczony. Zaś u mojej babci wieczorem, po 18-tej chodziło się do obory (mieszkała w PGR-e) i do kanki nalewano mi z kany mleka... Zanim doszłam, też jeszcze cieplutkie upijałam W domu czekał na mnie miód - bo dziadek pszczółki miał... iiiiiii chleb+miód+ mleko= rarytas Tarcze przy fartuszkach... nauczyciel stał przed wejściem do szkoły i sprawdzał, czy przyszyta Miałam sposób... bo nitką czarna obszyta była tarcza- u góry i na dole, a na dwóch agrafkach przypięta. Ba nawet ciągał, czy przypięta- ależ to była głupota!!! Arabica była pyszna, hmm nawet nieraz skubnęłam kilka ziarenek jej i chrupałam- takie dziwne zboczenie Mój dziadek palił w "fifce" (szklanej) popularne... tak miał i potem. A wcześniej miał takie bibułki i robił papierosy. Nie zapomnę osiołka plastikowego - którego pociągało się za uszy i spod ogona wysuwał mu się papieros A na butelkach naciagane takie dla ozdoby ze sznurka plecione - pudelki Zaś co do ogórków- autobusów, to pamietam ścisk... i ile razy nie zemdlałam przez kobiety wyperfumowane- curarą To był szał na te perfumy, prócz tych kwiatowych... -
Nic tylko to albo brat Putina, albo mafioza... Hmm ewentualnie syn Gorbaczowa, bo nawet podobny. No cóż nawet napisałabym do gościa - ptfu księcia z bajki ( tylko nie mojej), ale załamał mnie: granica wieku do 20 lat i jeszcze czystość przedmałżeńska za stara doopa jestem no.. i se tylko może pomarzyć o takich księżniczkach owy Książę z bajki:).
-
Sprzedaż domu i kupno mieszkania w bloku-co myślicie
Laguna odpowiedział micha → na topic → Dział Porad życiowych
Ja mieszkałam wiele wiele lat w bloku... Teraz mieszkam w domu za miastem, ale budujemy "swój" dom... Ze swojej perspektywy powiem tak: W bloku, zalezy jacy sąsiedzi, ja miałam ok sasiadów, zero imprezowiczów za ścianą itp. Ale ja wewnętrznie marzyłam o większej przestrzeni, nie chodzi tutaj wcale o metraż mieszkania, bo ten nie był mały. Gdy zamieszkałam z początku za miastem pomyslałam... cisza, ptaków więcej gatunków mi ćwierkoli, ale zabrakło mi ludzi... to że poprostu są, że przechodzą obok mnie, że ktos mnie mija, przystanie na chodniku, zagada. Ale to były początki Miałam mozliwość nawet mam zamieszkać w miieście i jednak wolę owe zacisze, budowanie domu, a nie mogę doczekac się własnego ogródka i wreszcie aby kosić trawkę... micha nie każdy lubi wieś... Fakt życie w bloku jest wygodniejsze, centralne jest, bez palenia, latania, podkładania itp. W zupełności zgodzę się, że szkoły na miejscu, sklepy. Decydując się na życie poza miastem musimy sobie zdać sobie sprawę, że zalezy gdzie i jak daleko... Ja mam jak narazie komfort w tym, że dziecko nawet tutaj na wsi szkołę ma pod nosem, widzę ją Sklep czynny do 22. Ale tam gdzie budujemy się na "swoim" czekają dojazdy, z tym że niedaleko. A razie awari auta- bus jest micha, mam znajomych, którzy nie wyobrażają sobie życia na wsi i mieszkają dalej w blokach. Rozumiem Ciebie bardzo dobrze... najważniejsze jest to, abyś Ty miała komfort i jak wkurzałaby mnie trawa - te jej koszenie itp. to zdecydowanie mieszkałabym zapewne w bloku. Życzę powodzenia micha -
Młodzież tego nie pamięta, ale... to były czasy.
Laguna odpowiedział marekcmarecki → na topic → Dział Porad życiowych
Pamiętam, że jakoś miałam szczęście do różowego koloru tej piłeczki na gumce ze straganu Stragan kojarzy mi się, gdy byłam małą dziewczynką, wtedy miałam kupiony pierścionek z Pszczółką Mają, palec czerniał... ale pierścionek, to cudo było A gumy z Kaczorem donaldem... historyjki w nich były... Cukierki Jarzębina w czekoladzie w tekturkowym pudełeczku... smak gorzkawo - słodki... Zegarki elektroniczne - jaki szał był. ahahah. Niraz wylewały taką czarną farbę hm. Nie zapomnę, jak rowerem jeździłam po zakupy... siatka była taka elestyczna, pleciona, że do kieszeni się chowała, a potem mogłam do niej włożyć chleb i mleko w szklanej butelce i smietanę w szklanej butelce byłam dzieczynką, no 10-11 lat, kiedy sąsiadka śpiewała za ścianą utwory ABBY, albo Boni M. Oto wklejam i ja: -
Ja też mam już odruch bezwarunkowy, kiedy bębnią reklamy -ściszam, przełączam... Oglądając reklamy mogę wywnioskować jedno: seksizm, seksizm i jeszcze raz seksizm Kobieta jest straszną gospodynią, ma taki kamień w łazience, że wstyd, ba a ile bakterii grasuje w muszli, pralkę nawet rozwali, pranie niedopierze, ma szare niedoprane ubrania. Okna ma brudne, zamazane na amen Oj i te firanki, gdyby nie sąsiadka to dalej niewiedziałaby, że świeci słońce kolejna reklama... standardowa reklama rodziny 2 + 2, gdzie żona tak źle gotuje, że gdyby nie przyprawa, bądź zupa w proszku, kartoniku itp. to mąż nie wyglądałby jak klown, z czerwonym wąsem:) Kobieta ukazana jako matka, zona, gospodyni jest pokazana w złym świetle, ale cóż... gdyby nie te produkty, zagubiłaby się kobiecina i zarosła brudem. A ta rąbiąca telefonem mięso... to zero komentarza... szok. Reklamy to haczyk, który ma zadziałać... Ja lubię tez niektóre reklamy np. Żubr A pamiętacie reklamę pierwszą proszku - Ojciec prać? - Prać, ale tylko w Pollenie 2000 - ahahah.
-
śmieszne nazwisko?? A może miejscowość??
Laguna odpowiedział andzik.78 → na topic → Nie tylko budowa
Uśmiałam się... a mój mąz patrzy czy zgupiałam już czy jak Ale i ja znam historię z nazwiskiem Mojemu bratu zepsuła się pralka... podałam mu numer telefonu i mówię: - Spec ma na nazwisko pan Kisiel... A on, mysląc że go wrabiam pyta ponownie: - No weź podaj mi nazwisko i nie rób sobie jaj, to zaraz zadzwonię... Powtarzam mu -Kisiel Nie wiem, co ten mój brat dumał, chyba myslał, że żartuję i się jakoś przejął. Bo wziął telefon, wybił numer i mówi tak: - Dzień dobry, pan Budyń? - Kisiel z tej strony, ale śmieszne!!! - po czym zdenerwowany spec rozłączył się, a mój brat nie zdążył przeprosić za pomyłkę ahahaha. No a potem po wysmianiu się, musiałam zadzwonić ja... -
A gdzie Cię dziewczyno znalazł ten twój mąż??? Jak ja bym chciał co by moje babu też tak miało . są takie baby .... gwarantuję .... jest nas na tym forum więcej markumarecki... a to mój tato zakorzenił ciut we mnie, że i kobieta może nie bać się wiertarki, szlifierki... To z czasem malowałam mieszkanie, to szpachlowałam itp. Teraz uczę się budowlanki w całej krasie... mam dobrego nauczyciela... ciut czasami nerwowego... bo mi mówi tak: Niuńka podaj mi breszkę... - breszkę...(dumam i czuję jak mój mózg analizuje owe słowo - wyraz breszka, zastanawiam się)... mam ... idę niosę zadowolona i słyszę: - toż to nie breszka... tam lezy... - aaaaaaaaa to trzeba było powiedzieć - łom - toż to łom Misiek Nie miałabym sumienia tkwić w domu przed TV, wiedząc, że mój chłop tam sam... nie żalę się, chociaz mam czasem dość... Weźmy pustaki szalunkowe, siły trzeba było mieć, aby zanieść tam czy tam. W końcu taczka dobrze się sprawdziła Potem zerknęłam w necie, że te cholery ważą od 19-21 kg A jaaaaaaa... kobietka z wagą 56 kg ahahah. Ale uczę się, uczę... Wierzę że jest tutaj sporo kobietek takich, co nie stoją obojętnie. Pozdrawiam je serdecznie i życzę duzo siły Resztę forumowiczów oczywiście również pozdrawiam.