Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

Recommended Posts

  • Odpowiedzi 5,1k
  • Utworzony
  • Ostatnia odpowiedź

Najaktywniejsi w wątku

Dzien dobry.

 

Temat kotki i zabiegi jest mi bliski.. mialam zawiezc nasza Cholere w grudniu na zabieg, ale ceny lotu do PL sa tak powalajace, ze nie damy rady.

To nie sprawiedliwe, zeby w ten sam dzien loty na 4 osoby roznily sie cenowo... Dla nas lot do GDN plus powrot to koszt 7-8tysi :cry:

a gdyby ktos do nas chcial leciec i wracac do GDN to na 2+2 koszt 500zl plus bagaz :bash::cry:

 

To sobie pomarudzilam...;)

Strasznie jesteś droga w utrzymaniu, nawet bym rzekła - kompletnie nieekonomiczna :D

 

Ps. to oczywiście żart :hug:

 

w karmieniu mnie jestem tania :D

nie mam wymagan i malo jem :lol2:

O czyli plusy dodatnie też masz :lol2:

 

Ale jak Ciebie tanio karmić, skoro najpierw trzeba drogo przywieźć :lol2:

 

samochodem to prawie w gratisie jestem... albo bilet kupic tak, ze bedzie tanio, badz w tym malym podrecznym, bo jest bezplatny :lol2:

 

No nie moge z Ciebie Pusia :rotfl:

Emilko - to wszystko są kociczki szylkretowe - kolor zastrzeżony wyłącznie dla kocich dam.

Czasem, bardzo rzadko, natura robi psikusa i rodzi sie kocur szylkretowy, ale bezpłodny.

 

Poruszyłaś bardzo ciekawy temat.

Tutaj filmik

wyjaśniający dlaczego tak sie dzieje (po angielsku).

Trudno powiedzieć, oba scenariusze prawdopodobne ;) Ale skoro już wcześniej Was kusiło zabranie Piotrusia, to zrealizujcie pokusę :D

W ostateczności rozbójniki mogą spędzać czas poza domem. Czy nie?

Teraz już tak :roll: Ale znalazł dom, trzeba się cieszyć. Nie wszystkie zwierzaki dostają taką szansę.

Nie ma szans, żeby persiaste nauczyły się obrony? Łazalski się nauczył, jak parę razy od kotki w czachę zerwał ;)

Tak mi się teraz przypomniało jak byłam nastolatką mieliśmy w domu kotka ( istna Cholera :yes:) i psa .Piesek nieduży , często leżał sobie pod swoim ulubionym drzewem a kotek tylko na to czekał i do dziś pamiętam scenę jak piesio chrapie smacznie pod drzewem, a nad nim na gałęzi siedzi kot i czai się do skoku na jego grzbiet !!!Matko ta psina mało na zawał nie zeszła jak na niego skoczył !Mało się o ogrodzenie nie zabił !:rotfl:przez tego kota to nie raz psa bym nie miała, bo takie rozruby kot robił! hahhaah hahahahaahah:rotfl:

i niech kto powie,że koty to takie delikatniutkie ...

7 a nie 9 żyć :yes: Rozrzutne są.

Pasqal zaliczył 2 skoki z 4-tego piętra. Pierwszy skończył się złamaną łapą i odbitymi płucami. Drugi skończył się dla mnie przepiłowaną przez lonżę dłonią do kości, a kot zawisł na szelkach między 1-szym a drugim piętrem. Udar 2 lata temu i lekka powtórka w tego lata. Razem wykorzystał 3 albo 4 życia.

Spinoza skoczyła z okna na poddaszu naszego domu na szczęście w krzaki i tyle, że mokra i w stresie przesiedziała do rana. Ale miała 2 poważne awantury z nieznanymi mi zwierzakami, poważne pogryzienia, zakażenie. Raz bardzo długo rehabilitowałyśmy tylną łapę, a podkurczony sposób chodzenia już jej pozostał.

Generalnie koty są pancerne. Czytałam gdzieś wypowiedź chirurga weterynarza, że gdyby do pokoju, gdzie leży kupka kości wpuścić kota, to samym mruczeniem spowodowałby, że te kości by się zrosły.

Coś chyba w tym jest Pasqal kilka razy „leczył” mnie z dolegliwości żołądkowych wylegując się i mrucząc na mnie. Mijało błyskawicznie. Raz uratował mnie przed konsekwencjami zbyt dużej ilości alkoholu. Ja się nie upijam, choć miło mi szumi w głowie, ale w konsekwencji mój organizm dostaje szaleństwa jak w bardzo ostrym zatruciu.

Pestko, mam propozycję: wrzuć do sieci nagranie mruczenia Pasqala, żebym sobie ściągnąć mogła. Też mam po alkoholu takie akcje organizmu, ostatnio nawet po 3 lampkach wina. No, może 4 :cool: Nie mija błyskawicznie, cały kolejny dzień po takiej imprezie mam wyjęty z życiorysu. Gdzie te czasy studenckie, kiedy impreza goniła imprezę i nie było odchorowywania ;)

Mother sprawdź czy masz wszystko w porządku z wątrobą I woreczkiem żółciowym.

 

Z mruczeniem Pasqal może być problem. To jest kot, który przeszedł w dzieciństwie koci katar. Nauczył się mruczeć dopiero jak poznał Spinozę mając 3 lata. Mruczy wysiłkowo, raczej warkocze. Bardzo się stara :) Nigdy nie miauczał normalnie. Otwiera pyszczek i szepcze. No, chyba, że bije się z innym kotem. Wtedy potrafi wrzasnąć, ale też nie jest to taki dźwięk jaki wydają inne koty. Umie też warczeć.

Moje koty w ogóle są ciche. Gadają niewiele. Spinoza też nie miauczy, tylko ćwierka, treluje. Pisałam już.

 

Poza tym, to mruczenie, które jest „lecznicze” jest tylko wyczuwalne, nie słychać go. Trzeba kota trzymać w rękach, przytulić. Wtedy czuje się drgania i wtedy przykładając ucho do kota można je usłyszeć.

 

No nieźle Pusiu :) Jak możesz mówić, ze to wina psiurów :lol2:

Uwielbiam medycynę uprawianą przez koty :)

Moja kotka, jak tylko mam katar, przykłada mi się domiejscowo na twarz (nos, czoło) i mruczy. Problem jest tylko taki, że ma długie futro i czasem trudno oddychać :yes: Ale i tak nie zamieniłabym tej medycyny na żadną inną.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Odpowiedz w tym wątku

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.




×
×
  • Dodaj nową pozycję...