Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

Recommended Posts

  • Odpowiedzi 214
  • Utworzony
  • Ostatnia odpowiedź

Najaktywniejsi w wątku

A poważnie: przyjął sie u nas amerykański styl wychowywania dzieci- żadnych zakazów/ bo źle wpływają na ich psychikę/, dziecko musi być pewne siebie, kreatywne, a w przyszłości skutecznie rozpychac się łokciami w brutalnym życiu.

 

ale znawca, ho ho... :roll:

 

akurat dzieci amerykańskie są wychowywane tak, by nie uważać siebie za pępek świata, zwracać uwagę na potrzeby drugiego człowieka i wyciągać do niego pomocna dłoń.

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2970711
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś się trochę podśmiewałam z niemieckich przepisów mówiących, iż cisza obowiązuje od 22 do 7 oraz od 13 do 15 (sjesta :)) i wówczas nie wolno nawet szczekać psom - właściciel odpowiada za "pupilka" 8) natomiast dzieciom do lat 3 wolno hałasowac ile wlezie i kiedy chcą.

Przepisy przepisami a społeczeństwo społeczenstwem - akurat Niemcy stosują się do tych przepisów praktycznie bezwarunkowo ;-) i to nie tyle z szacunku do prawa co z szacunku do potrzeb drugiego człowieka... A u nas - z szacunkiem do przepisów bywa róznie, do ludzi - jak wynika z tego wątku - też...

 

A tak "w o gule" to niestety ciężko walczyć z chamstwem... obustronnym niejako ;-) Sąsiad moich znajomych regularnie wzywał policję, bo ich dziecko hałasowało i nie dawało mu spać. A że było to chore niemowlę, którego nie udawało im się w żaden sposób uspokoić - to już pana sąsiada kompletnie nie interesowało...

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2970754
Udostępnij na innych stronach

Pies sąsiadki od kilku dni spać nam nie daje, bo uparcie i piskliwie szczeka kilka metrów od okien naszej sypialni. Przeniosłam się do innego pokoju ze spaniem - jak będę w mieście, kupię zatyczki do uszu.

I nie wezwę policji jak głupia jakaś.

Ta sąsiadka zawsze pomaga nam w potrzebie. Nasze rodziny znają się od ponad 60 lat - jak i większość tutejszych mieszkańców.

Znamy się od wielu dziesięcioleci, pamiętamy naszych dziadków i pradziadków, pomagamy sobie, nasze dzieci dorastały razem, następne rosną razem z dziećmi sąsiadów.

Na rodzinę też policję wzywacie? :o

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2972060
Udostępnij na innych stronach

Kiedy mieszkaliśmy z rodzicami w bloku, mieliśmy piętro niżej nadwrażliwą sąsiadkę. Ciągle dzwoniła, że jej coś przeszkadza. Policji nie wzywała. Kiedyś, jakoś tak w krótkim czasie ja i mój brat nosilismy gustowne gipsowe buciki. Sąsiadka oczywiście zadzwoniła, żebyśmy przestali chodzić w drewniakach po domu, ale informacja o naszym przymusowym obuwiu ją zaskoczyła i odebrała jej argumenty. Innym razem wymyśliła, że nasza psuka wchodzi za muszlę (miednica tam stała) i sika. Nie pomogły oględziny i pokazywanie, że u nas podłoga jest sucha i nic nie śmierdzi. Okazało się, że rura w stropie pękła...

 

Za to, gdy nielegalnie mieszkaliśmy w pracowni na 11 piętrze bloku, staraliśmy się udawać, że nas tam nie ma wcale, żeby nikomu nie podpaść. Poza zalewaniem sąsiadów przez popsute odpowietrzniki pionów (wymieniliśmy na nowe) i raz przez pralkę, nie zadarliśmy z nikim. Zresztą sąsiedzi zalanie nam wybaczyli, kiedy Andrzej poszedł do sąsiadki z kwiatami i propozycją pokrycia kosztów wszelakich. Rozpłynęła się i nawet kasy na malowanie nie chciała. W ogóle sąsiadka przemiła była - zawsze uśmiechnięta, zagadywała, jak się mieszka, opowiadała o swoich "córeczkach" i o pogodzie porozmawiala w windzie... Bardzo ładna, nieźle ubrana i umalowana kobieta w średnim wieku. Trudno było uwierzyć, że długie i bardzo urozmaicone litanie bluzgów wydobywaja się z jej zawsze elegancko umalowanych usteczek. A wrzeszczała tak, że na dole pod blokiem było słychać! Do męża zwracała się czule "ty ch..u jeb...y", do córeczek "ty k...wo, szmato, dziwko".

Kiedyś wyglądnęłam z balkonu. Sąsiadka też wyglądała. Podszedł do niej mąż, próbował ją objąć... usłyszał czułe "spier...". Fajna babka z niej była...

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2972178
Udostępnij na innych stronach

Do męża zwracała się czule "ty ch..u jeb...y", do córeczek "ty k...wo, szmato, dziwko".

 

Czytając to przez chwilę myślałem, że mieszkałem z Tobą kiedyś w jednym bloku i mięliśmy tę samą sąsiadkę. Ale miasta się nie zgadzają... :o

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2974522
Udostępnij na innych stronach

O sąsiadach mowa ??

 

moi sa dość specyficzni :-? piętro niżej pan, który często obiad usiłuje jeść ok 2 w nocy - usiłuje , bo zazwyczaj spali i gdyby nie mój czujny nos poszlibyśmy z dymem już kilka razy, albo raz i skutecznie. Strażacy jak słyszą adres - to już wiedzą ,że przez okno trza wchodzić, bo drzwi delikwent nie otworzy.

Obok spalacza posiłków, mieszka staruszka z demencją, nieustannie puka do wszystkich drzwi, o różnych porach dnia i nocy- i pyta o syna.Ale to nie jest najbardziej uciązliwe - ta kobieta potwornie krzyczy, bluzga sąsiadów i przechodniów, stwarza zagrozenie dla innych- jakieś pół roku temu odkręciła w domu gaz , zapomniała go jednak zapalić, omal nie doszło do tragedii. i dla siebie - mocno przechyla się przez okno , by widzieć wszystkich przechodniów.

I ostatnie atrakcje "naszej klatki" - to mamusia i syn ( i pies rasy amstaf), mieszkańcy mojego piętra.

Ich jedyną metoda na komunikacje jest krzyk i rekoczyny, raz mamusia chodzi z podbitymi oczami raz synuś, to ona wyzywa go od różnych skur..., to on ją od kur..., a wszystkiemu towarzyszy ujadający pies...i tak prawie codziennie., a raczej conocnie, mundurowi juz buty zdarli spacerując do tej rodzinki, tylko stolarze się cieszą, bo drzwi wymieniają systematycznie raz na kwartał.

 

I tak dla zobrazowania sytuacji - blok mały 3 pietra - 12 rodzin w klatce.

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2975224
Udostępnij na innych stronach

malka, nieźle, nieźle... przy Twoich sąsiadach, moi są super ekstra czad!! :)

 

ale głęboko wierzę w to ,że Ci z za miedzy bedą spokojniejsi - póki co pokazali się z dobrej strony :D

 

Cierpliwi są , drogę wjazdową (ślepą, a my tak z początku akurat) zamykaliśmy kilka razy jak grucha przyjeżdżała i kazdy grzecznie - nie ma sprawy, my też kiedyś budowaliśmy :D ,

co by nie zapeszyć nie będę chwalić za bardzo.

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2980266
Udostępnij na innych stronach

W innym mieście mieszkałam kiedyś :wink:

 

Jak powiesz, że w Sosnowcu, to znaczy, że się znamy :D

Nie, w Opolu. Za daleko, żeby to mogła być ta sama. A ja myślałam, ze ona taka wyjątkowa jest...

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-2980312
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks później...

A mieszkał ktoś z Was mając studentów za sąsiadów?

 

Ja miałam kiedyś "przyjemność" - imprezy 3, 4 razy w tygodniu do 4 rano. Policja przyjeżdżała to wtedy kończyli, odmawiali mandatu, albo wyłączali muzykę i mówili, że już przecież skończyli.

 

Od tego czasu zawsze sprawdzałam, czy w najbliższej okolicy nie ma studentów

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-3022210
Udostępnij na innych stronach

Czytam Was z wielkim zainteresowaniem , ponieważ ten problem również mnie jeszcze nie tak dawno dotyczył, :lol: ale z tym DŁUGIM HUJEM I ZASRANĄ WANNĄ TO SIĘ UŚMIAŁAM PRZED CHWILĄ. Dzieci patrza na mnie jak na wariata a ja rżę sama do siebie przed kompem i nie mogę sie powstrzymać ,ta wszystko fajnie jak się kogoś czyta ale kiedy sytuacja jest trudna wówczas nie jest nam do śmiechu.U mnie niby banalna sprawa, normalna rodzinka małe dziecko , wszystko fajnie pięknie do czasu kiedy dziecko dorosło do wieku .BIEGANIA- SKAKANIA Z ŁÓŻKA , RZUCANIA zabawkami w drewnianą podłogę ,dziecko robiło rundy przeważnie w dużym pokoju potrafiło biegać godzinami w bucikach .Kiedy zamieniłam mieszkanie z 2 na 3 pokoje byłam ogromnie szczęśliwa , trwało to jednak nie za długo , no ale cóż teraz myślę ze tak miało być, tylko jak przypomnę sobie że musiałam w dzień wychodzić z własnego domu na spacer zeby się odstresować to nie było przyjemne i kiedy do tego domu trzeba było wrócić czułam lęk do tego stopnia że gdy byłam u mamy , lub z mężem u znajomych podstępnie przedłużałam wizytę żeby do domu wrócić ok godz 22. Przyznam Wam się że ja zwyczajnie nabawiłam się nerwicy , w domu nie można było nawet telewizora obejrzeć , najgorsze było to ze juz kazde pukniecie mi przeszkadzało , sama wiedziałam że tak nie można zyć dalej , nie wiem jak to się stało ale miałam takie szczeście ze pierwszy klient od razu kupił mieszkanie , teraz z tego co się dowiedziałam to w ciągu 2 lat te mieszkanie zmieniło już 3 właścicieli, ale się rozpisałam , pozdrawiam Was :)
Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-3028289
Udostępnij na innych stronach

  • 1 month później...
  • 2 weeks później...

Ja tez mam malo przyjemnych sasiadow za sciana.Pan Sasiad lubi sobie pokrzyczec jak za guzo przechyli a i Pani Sasiadka nie nalezy do swietych.Zwyczajnie prowokuje Pana Sasiada do krzykow ,a pozniej sama wola o pomoc.Jednak ostatnio troszeczke sie polepszylo.Chyba ktos ich odwiedzil i powiedzial ,ze tak nie przystoi w bloku :D ,albo sami na to wpadli :o .

W kazdym razie jak nie ma piatku i soboty to mozna wszystko zniesc :D

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/4997-haasujcy-ssiedzi/page/9/#findComment-3159368
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



×
×
  • Dodaj nową pozycję...