Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

Recommended Posts

Ja bym wolała pojechac w góry albo najlepiej nad morze, chocby na weekend.

Duzo spacerow, malo TV

 

 

Jak sadzisz, gdzie podziewają się mikroby z kaszelkowania 6x10osób dziennie z czego większosć z problemami gardłowymi....?Nikt mi nie wmówi, że wychodza z włascicielami, a w grocie , w której byłam z ciekawosci nie było lampy bakteriobójczej.

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602247
Udostępnij na innych stronach

  • Odpowiedzi 173
  • Utworzony
  • Ostatnia odpowiedź

Najaktywniejsi w wątku

Nie wiem, ile dziecko Sylwi ma lat, ale zasada leczenia klimatycznego jest taka: 1 tydzień na przystosowanie się, 1-2 na działanie klimatu. W kresie aklimatyzacji życie mało intensywne. Mówię nie tylko o CHORYM dziecku, zdrowych też to dotyczy. Na weekend to sobie może dorosły wyskoczyć, dziecko ma z tego same straty, nie zysk. Zanim się odrobinę zaklimatyzuje, znowu zmiana klimatu na domowy, a potem rodzice się dziwią, że "w górach było i chore"

Zasada, którą stosowałam przez całe przedszkolne życie córki to: minimum trzy tygodnie w górach. My na zmiany (zależnie od urlopu), dziecko ciągle.

Co do gór, nie upieram się. Wybrałam je ze wzgledu na mniejsze przeludnienie, a raczej mniejszą gęstość "zadzieckowienia" . Jak raz pojechałam nad morze i w naszym domu było 10 dzieci, to już po dwóch dniach pierwsze miało anginę, a po tygodniu reszta. Więc na następne wakacje wybraliśmy dziurę na krańcu świata czyli chałupę na szczycie z trudnym dojazdem, niedostępną dla wygodnych babć z dziećmi i dopiero wtedy przekonałam się, ile znaczy dla dziecka zmiana klimatu :D

Uf, rozpisałam się, ale mam kuzynkę z tych "weekendowych", która właśnie nie może zrozumieć, dlaczego jej dziecko ciągle coś łapie a ona "tyle z nim wyjeżdza" :D :D :D [/b]

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602327
Udostępnij na innych stronach

EZS moze masz i rację, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, z drugiej strony z ta aklimatyzacja to może jednak bardziej działa w przypadku radykalnej zmiany klimatu? (np. tropik)

 

Nie wiem co to sa 3 tygodniowe urlopy...... najdluzej byłam na 2.....

w tej sytuacji pozostaje albo siedziec cały czas w domu, zeby nie robic zmian klimatyzacyjnych albo ....wyjeżdzac do lasu jak najczęściej :>

(oczywiscie nie mialam na mysli lasu 2m2 z zagęszczeniem 600dzieci)

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602341
Udostępnij na innych stronach

zgadzam się, jesli chodzi o radykalną zmiane klimatu, na tropiki lub chociażby z terenów górzystych nad morze i odwrotnie, ale ja mieszkam 100 km od morza a w linii prostej to bedzie z 70 km to w sumie u nas nie ma takiej gwałtownej zmiany, jedynie czystsze powietrze. Jak bylismy 2 tygodnie latem, malutka dobrze to zniosła i zasypiała wieczorem szybciutko zmeczona, nie wiem jak będzie zimą, ale właśnie rozmawiałam z męzem i mam czegoś poszukać, bo on też chce odpocząć :p
Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602360
Udostępnij na innych stronach

Xena, mój radykalizm może też bieże się stąd, że miałam bardzo chorowite dziecko. Pierwsze 4 miesiące życia w szpitalu - trzy zapalenia .płuc. Potem 2 tyg w przedszkolu i miesiąc chore itd. Wreszcie moja pediatra nie wytrzymała i dała stanowcze zalecenie - zero przedszkola, co wakacje miesiąc w górach. I pomogło, w zerówce już było lepiej, a teraz (trzecia klasa) jest całkiem znośnie, antybiotyk raz na rok :D
Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602374
Udostępnij na innych stronach

Xena, mój radykalizm może też bieże się stąd, że miałam bardzo chorowite dziecko. Pierwsze 4 miesiące życia w szpitalu - trzy zapalenia .płuc. Potem 2 tyg w przedszkolu i miesiąc chore itd. Wreszcie moja pediatra nie wytrzymała i dała stanowcze zalecenie - zero przedszkola, co wakacje miesiąc w górach. I pomogło, w zerówce już było lepiej, a teraz (trzecia klasa) jest całkiem znośnie, antybiotyk raz na rok :D

a mi wszyscy wmawiają żeby wytrwać tylko pierwszy rok w przedszkolu to póżniej będzie lepiej i nie będzie chorowało, jednak wcale tak nie musi być :(

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602388
Udostępnij na innych stronach

hm, ja sie przeprowadzalam dokladnie 28 razy w wieku 3lata=16 lat

Ameryka Srodkowa=Europa, czyli prawie tropik = umiarkowany kontynentalny

w wieku 1rok do 2 plackiem w szpitalu lezalam rok

w czasie 3=16 przechodzilam z ostrych rzeczy szkarlatyne,, ale przechodzilam ja tak, ze zauwazyli ja w koncu po tygodniu bo szybko zakladalam beret ale nie udalo mi sie az tak szybko i mama przyuwazyla krostki na czole (a na brzuchu juz byl indyk)

 

aha a jeszcze w tropikach to co tydzien wyjazd - czasami do 300km w jedna strone

 

bardziej choruje w Polsce szczegolnie jak mam kontakt z polska sluzba zdrowia....

z tego co mowisz pozostaje siedziec w domu i raz na rok wyjezdzac na dlugi okres (takie wyjazdy sa super, to prawda)

nie wiem gdzie tu jest pies pogrzebany, czy chodzi o to, zeby nie zmieniac nagle krotkotrwale klimatu,czy co?>....

jedno wiem

sosnowy lasek

to jest to....:>

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602449
Udostępnij na innych stronach

Każdy człowiek jest inny. Są dzieci, które chodzą boso po śniegu i nic im nie jest :D . Sama się zastanawiam - selekcja naturalna? Tym z zasady zdrowym pewnie nic nie zaszkodzi ale i pomagać specjalnie nie trzeba, dadzą sobie radę. Pomaga się tym chorowitym, które bez pomocy by pewnie nie przetrwały. I dla nich jest leczenie klimatyczne. O tym tu piszę.

Najlepiej to widziałam na mojej koleżance. Miała dziecko zdrowe, wyrośnięte, od urodzenia ciągnęła je wszędzie ze sobą, w gości, na piknik, i śmiała się ze mnie, ze ja przesadzam, że się nad moim nadmiernie trzęsę. Potem urodziła drugie i nie było tak łatwo, mała w wieku 3 miesiące dostała paskudnego zapalenia spojówek z ryzykiem przejścia na opony. Szpital, potem długie leczenie w domu. Po pół roku dzwonię z propozycją, że może byśmy się spotkały i słyszę "może przyjedź, bo my nie chodzimy nigdzie i pod warunkiem że jesteś zdrowa". Tak jej się zmienił punkt widzenia.

Więc dlatego ci odpowiem: jak masz dziecko zdrowe, to jedź nawet na weekend. Jak jednak często choruje i chcesz, żeby pomogła zmiana klimatu - faktycznie, raz w roku, na długo.

A sosenki są dobre, w końcu to syrop pini :wink:

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602537
Udostępnij na innych stronach

nie wiem gdzie tu jest pies pogrzebany, czy chodzi o to, zeby nie zmieniac nagle krotkotrwale klimatu,czy co?>....

 

Jeszcze coś ci opowiem. Pojechałam rok temu do Mexico City, to coś 2-3 tyś m npm. Pierwszego dnia nic nie czułam, a drugiego nie byłam w stanie wejść na pierwsze piętro. Pierwszy raz wtedy zrozumiałam co to aklimatyzacja. Na półpiętrze zrobiło mi się słabo, myślałam, że się uduszę mimo że miałam powietrze w sobie. Okropne uczucie. Potem jakoś się przestawiłam, trwało to ze 3 dni. To samo mają dzieci, ale im młodsze, tym trudniej im się przestawić. Również im zmiana klimatu większa. Moje dziecko w wieku 3 lat po przyjeżdzie w góry przez kilka dni nie chciało chodzić po górach. Nie, i nie, a to kolka, a to nie chce jej się. Ponieważ wiedziałam o co chodzi, nie zmuszałam. Po tygodniu już śmigała szybciej od nas. Teraz ma 10 lat i już od razu by gdzieś szła, coś robiła. Taka różnica :D

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602559
Udostępnij na innych stronach

nie wiem EZS gdzie lezy racja, bo sie na tym nie znam - może jest tak jak mówisz - trzeba trzymać dzieciaka w chacie, wtedy będzie odporniejsze...

Moze inni, ktorzy maja w tym temacie doswiadczenia tez sie wypowiedza.

 

Niemniej pytanie było o groty solne - ja je odradzam.

Moze Agnieszka zrob kąpiel w wannie z solą :>

I KONIECZNIE TE ŚWIETLIKI!:>

 

PS. W Mexico city zapewne też lekko przygiął Cię ....tzw.smrodek 40mln cywilizacji i jej samochodów upakowanych na malej przestrzeni...no kilkunastogodzinny i lot samolocikiem też zrobił swoje co?

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602640
Udostępnij na innych stronach

Powiem Wam że tran to fajna rzecz .

Odkąd moje dzieciaki biorą ,widzę wyrażną poprawę. :)

Córeczka teraz przechodzi ospę ale naprawdę łagodnie

 

Wiecie co ,była na tym balu przebierańców w przedszkolu-wróciła szczęśliwa.Wiem trochę ryzykowałam,ale wszystko jest w porządku.

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602686
Udostępnij na innych stronach

Czytam Wasze wypowiedzi o chcę dołożyć coś ze swojego doświadczenia.

Otóż jestem matką dwóch synów: 24 i 18 lat. Ten starszy był od początku bardzo silny, chodził do przedszkola, chorował umiarkowanie. Aż złapał świnkę w wieku 11 lat, która skończyła się zapaleniem opon mózgowych i szpitalem. Byłam przerażona, szpital zakaźny, zero wizyt (i tak codziennie udawało mi się wejść :D ), schudł tak, że przy wyjściu ze szpitala portki na nim wisiały jak na strachu na wróble. Szybko jednak doszedł do siebie, wszystko nadrobił i nadal jest bardzo silny. Obecnie nie choruje prawie wcale,a jak już coś go "bierze" łyka garść witamin, poleży dzień w łóżku i jest zdrów jak ryba.

Natomiast drugi syn od urodzenia "zdechlak". Nie chodził do przedszkola, był w domu z babcią, a mimo to ciągle coś się go czepia.

Generalnie myślę, że wszystko zależy od organizmu. Są silne od początku i są słabe, chorowite. Nie wiem dlaczego dwoje dzieci tych samych rodziców może tak się różnić. Najważniejsze to zachować umiar i zdrowy rozsądek.

Zyczę wszystkim "chorowitkom" dużo zdrowia.

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602726
Udostępnij na innych stronach

Mowa była o jakini slnej, nie wiem czy to cos daje, ale powiem tak są kopalnie soli, może nie Wieliczka roszkę przereklamowana i droga/ ale np tak kopalnia soli Bochnia, mozna zjechać na całą noc, są leżanki, sala gimnastyczna, bar, dyskoteka, całe wycieczki dzieciaków...... :wink: :wink:

dzieciarnia zjedzie sobie na dół, mają zabawę i frajdę, wycieczki i spanko w zdrowym mikroklimacie, tylko wiadomo kopalnia są przeciągi.... :wink:

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602793
Udostępnij na innych stronach

Xena, jakie świetliki?

Pożyczyliśmy dziś od naszej pediatry nebulizator i robimy małej w domu inhalacje z buderualu. W sklepie takie urządzenie kosztuje ok. 200-250 zł. Zastanawiam się czy nie kupić i nie robić małej raz dziennie inhalacji np z jakiś soli? Jest sens, pomoże na jej układ oddechowy?

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602886
Udostępnij na innych stronach

Agnieszko, a co na to pediatra?

Cieszę się bardzo, że masz już Sylwię przy sobie.

To jest najważniejsze :D

Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602907
Udostępnij na innych stronach

no właśnie z nią nie rozmawiałam, bo nie miałam kiedy. Wpadłam tylko po nebulizator i jechałam do domu. Nie chcę już do niej wydzwaniać, bo i tak ma do nas cierpliwość. W razie potrzeby jest na każdy telefon.
Odnośnik do komentarza
https://forum.murator.pl/topic/71161-maluszek-w-szpitalu/page/7/#findComment-1602921
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



×
×
  • Dodaj nową pozycję...