Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

Recommended Posts

Można jeszcze inną taktykę przyjąć. Zapytać sąsiada (oczywiście w obecności dużej ilości świadków) po pierwsze dlaczego chce Ci ukraść kawałek Twojego gruntu i po drugie który kawałek swojej działki odda Ci w zamian :-).

cóż jak coś się kradnie, to chyba nie po to, aby oddać coś w zamian

przynajmniej ja tak nie robię

  • Odpowiedzi 56
  • Utworzony
  • Ostatnia odpowiedź

Najaktywniejsi w wątku

Ja w rewanżu też poopowiadałem różne rzeczy sąsiadom o naszych sąsiadach awanturnikach. Wierzyć im się nie chciało choć ja akurat mówiłem prawdę...

Często tak bywa, że wierzy sie temu, kto bzdury opowiada....ale najczęsciej wierza te osoby, które same opowiadaja bzdury i robia plotki.

Madry, rozsądny i na poziomie czlowiek szybko potrafi odrzucic ziarno od plew.

Ja np. słysze różne bzdury, które wokół ludzie wymyslaja i nie reaguję, nie podejmuje dyskusji, nie rozszerzam watku itp., bo szkoda jest mojego czasu.... po jakiejkolwiek rozmowie powstana kolejne bzdury, których nie będe w stanie odkręcić, bo i po co zreszta ?

Po prostu olewam wszystko, od jakiegos czasu z wiekszością na "dzień dobry", bo tylko z tych dwóch słów nie da sie niczego stworzyć.

 

Wcale to nie takie oczywiste, że z sąsiadami powinnismy utrzymywac jakieś stosunki, mniejsze czy wieksze. Ja - po różnych mniejszych czy wiekszych incydentach nastawiam sie, że tylko "dzień dobry", żadnych innych kontaktów.

Sąsiedzi do niczego nie sa potrzebni, przezyłam całe zycie w bloku i nie potrzebowałam nikogo do niczego. Potrzebny jest mąż, dzieci, rodzice - jak mieszkaja z nami.....

O pomoc moge przecież poprosic przyjaciół czy znajomych, którzy mieszkaja gdzie indziej, jak będa chcieli, to przyjada i pomogą.....

Tyle różnych historii nasłuchałam sie o sąsiadach, którzy praktycznie wiele widza i słysza, przychodza do naszego domu, w oczy picują, a poza plecami plota niestworzone rzeczy....

Coraz mniej normalnych i zyczliwych ludzi na tym świecie !

Nie jestem nastawiona pozytywnie do kontaktów międzyludzkich, niestety ! :-?

cóż jak coś się kradnie, to chyba nie po to, aby oddać coś w zamian

przynajmniej ja tak nie robię

mhm, tzn. że kradniesz czasem ? Czy też źle zrozumiałam ? No masz odwage sie tak publicznie przyznać....

Sąsiedzi do niczego nie sa potrzebni, przezyłam całe zycie w bloku i nie potrzebowałam nikogo do niczego. Potrzebny jest mąż, dzieci, rodzice - jak mieszkaja z nami.....

O pomoc moge przecież poprosic przyjaciół czy znajomych, którzy mieszkaja gdzie indziej, jak będa chcieli, to przyjada i pomogą.....

Chyba niezbyt mogę się z tym zgodzić. Szczególnie w czasie budowy dobre stosunki z czujnym sąsiadem są przeliczalne zarówno na stan nerwów inwestora jak i na złotówki. Można zacząć od wody i prądu i poprzez przechowanie co cenniejszych materiałów i narzędzi dojść do względnego spokoju o losy zgromadzonego na budowie majątku.

Później też sąsiad prędzej zauważy krążącą w pobliżu ciężarówkę, nocnych gości, usłuszy alarm czy zauważy dym. A i nakarmienie psa podczas kilkudniowego urlopu, czy dosypanie worka węgla do podajnika nie powinno być problemem.

To wszystko oczywiście na zasadach wzajemności.

Co poradzą w tych sytuacjach, nawet nalepsi, znajomi mieszkający znacznie dalej? To jest właśnie różnica pomiędzy blokiem a domkiem. Tam sąsiedzi mogli tylko zalać mieszkanie, balangować do rana czy wyprowadzać psa na plac zabaw. Jak przychodził nieproszony gość to nikt nic nie widział a jak, równie piękna jak żona, nieznana kobieta to był powód do komentarzy. Na wsi jest jednak trochę inaczej. Nawet nieznane dzieci mówią na ulicy "Dzień dobry".

Sąsiedzi do niczego nie sa potrzebni, przezyłam całe zycie w bloku i nie potrzebowałam nikogo do niczego. Potrzebny jest mąż, dzieci, rodzice - jak mieszkaja z nami.....

O pomoc moge przecież poprosic przyjaciół czy znajomych, którzy mieszkaja gdzie indziej, jak będa chcieli, to przyjada i pomogą.....

Chyba niezbyt mogę się z tym zgodzić. Szczególnie w czasie budowy dobre stosunki z czujnym sąsiadem są przeliczalne zarówno na stan nerwów inwestora jak i na złotówki. Można zacząć od wody i prądu i poprzez przechowanie co cenniejszych materiałów i narzędzi dojść do względnego spokoju o losy zgromadzonego na budowie majątku.

Później też sąsiad prędzej zauważy krążącą w pobliżu ciężarówkę, nocnych gości, usłuszy alarm czy zauważy dym. A i nakarmienie psa podczas kilkudniowego urlopu, czy dosypanie worka węgla do podajnika nie powinno być problemem.

To wszystko oczywiście na zasadach wzajemności.

Co poradzą w tych sytuacjach, nawet nalepsi, znajomi mieszkający znacznie dalej? To jest właśnie różnica pomiędzy blokiem a domkiem. Tam sąsiedzi mogli tylko zalać mieszkanie, balangować do rana czy wyprowadzać psa na plac zabaw. Jak przychodził nieproszony gość to nikt nic nie widział a jak, równie piękna jak żona, nieznana kobieta to był powód do komentarzy. Na wsi jest jednak trochę inaczej. Nawet nieznane dzieci mówią na ulicy "Dzień dobry".

 

Dzieci mówią dzień dobry... :D gdzie Ty mieszkasz?

Czytając ten post poczułem się jak w bajk :-? owej krainie miodem i mlekiem płynącej...............................

To wszystko oczywiście na zasadach wzajemności.

Jesli tak, to faktycznie masz racje. Tylko ile jest takich przypadków, gdzie sąsiad to prawie jak rodzina, a nawet więcej. Wokół słyszy sie tylko smutne historie .....

Dzieci mówią dzień dobry... :D gdzie Ty mieszkasz?

W Złejwsi. Poprzednio mieszkałem w Książkach i jak, nie mówiłem, jako dziecię, sąsiadom "Szczęść Boże" to wieczorem była szkoła. Ale garb mi przez to nie wyrósł.

gdzie Ty mieszkasz?

Czytając ten post poczułem się jak w bajk :-? owej krainie miodem i mlekiem płynącej...............................

No tak, bo jak na co dzień czyta sie posty forumowiczów o tym jak to sąsiad chce 0,5 metra ziemi zawłaszczyć albo jak podkablował, że bez pozwolenia zaczęło sie budowe lub jak wyrzuca smieci na nasza działke przez płot lub jak bez przerwy go denerwuje to, że my żyjemy, oddychamy, rozmawiamy, bywaja u nas goście, a on chciałby ciszy i spokoju ..... to można poczuc sie jak w krainie basni.....

Często tak bywa, że wierzy sie temu, kto bzdury opowiada....ale najczęsciej wierza te osoby, które same opowiadaja bzdury i robia plotki.

 

Oczywiście że tak ale jak mówi powiedzenie nieobecni nie mają racji. Jak będą słyszeć tylko relacje od "przeciwnika" to nie będzie dobrze.

 

Madry, rozsądny i na poziomie czlowiek szybko potrafi odrzucic ziarno od plew.

 

Liczysz na to że tylko takich masz sąsiadów? :-)

 

Sąsiedzi do niczego nie sa potrzebni, przezyłam całe zycie w bloku i nie potrzebowałam nikogo do niczego. Potrzebny jest mąż, dzieci, rodzice - jak mieszkaja z nami.....

O pomoc moge przecież poprosic przyjaciół czy znajomych, którzy mieszkaja gdzie indziej, jak będa chcieli, to przyjada i pomogą.....

 

Hmmm, no nie do końca. Zależy od typu pomocy. W pomocy budowlanej znajomi mogą być bezużyteczni. Żaden znalomy nie zastąpi sąsiada od którego większość budowy brałem prąd, wodę czy tego który pozwolił przekopać swój ogródek abym ja miał gaz. Na dodatek między sąsiadami a Tobą jest ogrodzenie które często wspólnymi siłami się stawia lub utrzymuje. Niestety przy działce jest mocno inaczej niż w bloku gdzie wszystkie wspólne rzeczy załatwia spółdzielnia lub wspólnota. Tu wszystko trzeba załatwić samemu.

 

Tyle różnych historii nasłuchałam sie o sąsiadach, którzy praktycznie wiele widza i słysza, przychodza do naszego domu, w oczy picują, a poza plecami plota niestworzone rzeczy....

 

W bloku też tak robią więc to chyba nic nowego :lol:

cóż jak coś się kradnie, to chyba nie po to, aby oddać coś w zamian

 

Dokładnie. I dlatego taki tekst powinien dać sąsiadowi do myślenia (o ile myśli). Aby spojrzał na całość nie pod kątem że ktoś mu zabiera coś co "zawsze" miał tylko że to on usiłuje kogoś okraść.

 

przynajmniej ja tak nie robię

 

No tego wolę nie komentować :)

Madry, rozsądny i na poziomie czlowiek szybko potrafi odrzucic ziarno od plew.

Liczysz na to że tylko takich masz sąsiadów? :-)

 

 

 

Nie, wprost przeciwnie , jestem przekonana, że takich nie będzie i dlatego "z góry" ustawiam sie tak niezbyt pozytywnie.

Generalnie wychodze z zalożenia, że jak ktoś wierzy w każdą wypowiedzianą bzdure i nie zadaje sobie trudu, żeby cos sprawdzic lub chociazby przeanalizować, to szkoda jest czasu dla niego, aby mu cokolwiek udowadniac i odkręcać te bzdury. Odkręcisz jedno, a za chwile on uwierzy w nastepną bzdurę. Że masz kochankę, że masz pieniądze bo kradniesz, że Twoja nastoletnia córka jest w ciąży lub dokonała aborcji.... itp.

Jedni wymyslają te bzdury, a drudzy w to wierzą i taki mają swój światek.... plotek i ciekawostek. Czasami sensem ich zycia jest tylko zycie innych ludzi, własnego praktycznie nie mają.....

Staram sie byc jak najdalej od takich ludzi, zabieraja czlowiekowi dobrą energię i radość zycia.

 

No z tym prądem i wodą od sąsiada, to oczywiście masz rację. Czasem przesadzam.

Może ktoś miał podobny problem.

 

Robiłam wznowienie granic mojej działki i geodeta twierdzi ,że początek mojej dziłaki to koniec ogrodzenia sąsiadów.

Oni twierdzą ,że 0,5 m jest jeszcze ich własnością .

Kiedy geodeta spisywał protokół z tej czynności ,wywiązała się awantura między sąsiadką ,jej synem i mną .Grożono mi nawet ..."że oberwę grabiami po łbie".

Czy ktoś wie co ja mam zrobić z tym wszystkim ?

Chciałabym zrobić swoje ogrodzenie .Tylko gdzie ???

 

czyli jak?

- nie pozwalają dostawić ogrodzenia do ich płotu?

- chcą, abyś zostawiła 0,5m wolnego przejścia?

 

wyglada na to, że oni ogrodzili sie dobrze, albo w granicy :roll: ,

 

jeżeli tak:

to możesz im napomknąć, że nie będa musieli przestawiać ogrodzenia, 8)

 

Cześć Majeczko .

 

Oni twierdzą ,że od ich ogrodzenia jest jeszcze 0,5 m ich działki .

Z dokumentów wynika ,że to nieprawda .

Ale rozmowa z nimi to rzecz trudna .Najpierw mówili ,że mają dokumenty na potwierdzenie tego .Więc czekałam miesiąc cierpliwie .

W końcu zaczęłam ją ponaglać i przyniosła ...wyciąg z ksiąg wieczystych .

Dowiedziałam się ,że jej działka powinna mieć 17 arów ,a podobno nie ma .

Więc pewnie szuka zaginionej połowy ara u mnie ,bo żywcem już nie ma gdzie.

Budynek mam wytyczony 3 m od granicy .

Oni twierdzą ,że od ich ogrodzenia jest jeszcze 0,5 m ich działki .

Z dokumentów wynika ,że to nieprawda .

Ale rozmowa z nimi to rzecz trudna .Najpierw mówili ,że mają dokumenty na potwierdzenie tego

W końcu zaczęłam ją ponaglać i przyniosła ...wyciąg z ksiąg wieczystych .

Dowiedziałam się ,że jej działka powinna mieć 17 arów ,a podobno nie ma

Dawniej był taki zwyczaj, że zostawialo sie 0,5 m od granicy, po to, aby wejść po "swojej" ziemi i pomalowac siatke z drugiej strony..... nie wkraczając na teren sąsiada. Jesli z sąsiadem mialo sie na pieńku, to mógłby nie wpuścić... dlatego tak to bylo.

Twoi sąsiedzi widocznie zapomnieli, że jednak nie zostawili te 0,5 m lub sie pomylili w obliczeniach i mysląc , że zostawili - zrobili ogrodzenie w granicy.

Jedynym "dokumentem" jest słupek graniczny, który wskazuje własciwa granicę działki. Wyciag z ksiag wieczystych potwierdza tylko kto jest aktualnym włascicielem działki - przetłumacz tym sąsiadom to.

Zapytaj ich gdzie to pisze, że działka powinna mieć 17 arów i dlaczego "podobno nie ma". No przeciez geodeta może wyznaczyc wszystkie granice i mozna będzie obliczyc wielkość działki.

Może im pradziadek powiedział "na oko" że 17 i oni do dzisiaj sie na tym opierają ?

Z tego co piszesz - sprawa jest smieszna i oni nic nie maja na obrone swojego stanowiska.

Jedynym "dokumentem jest słupek graniczny, który wskazuje własciwa granicę działki.

Chyba że wskazuje niewłaściwą :>

 

Wyciag z ksiag wieczystych potwierdza tylko kto jest aktualnym włascicielem działki - przetłumacz tym sąsiadom to.

Ogólnie rzecz biorąc masz rację ale nie do końca ;). Nie zapominaj że KW składa się z czterech działów. W drugim jest informacja o nieruchomości, w tym również o jej powierzchni.

 

No przeciez geodeta może wyznaczyc wszystkie granice i mozna będzie obliczyc wielkość działki.

No ale przecież trzeba za to zapłacić. A po co skoro oni i tak "wiedzą" jak powinno być.

  • 2 weeks później...

Witam

Mam podobny problem a mianowicie - jakiś czas temu nowy sąsiad zakupił od gminy działkę z budynkiem i ogrodzeniem. Przed sprzedażą gmina najęła geodetę który wytyczył granicę - byli przy tym obecni nowy sąsiad i mój ojciec - obydwaj zaakceptowali pomiary i podpisali się na protokole geodety nic nie kwestionując.

Ogrodzenie sąsiada znajduje się ok 30cm od wytyczonej granicy w stronę jego działki (czyli wszystko zgodnie z przepisami).

Po pewnym czasie (i kilkukrotnej pomocy z naszej strony w różnych naprawach i remoncie) sąsiad zaczepił ojca z informacją, że znalazł jakieś stare przepisy w których jest napisane, że mamy mu odstąpić 60 cm naszej działki ponieważ on musi mieć miejsce na wjazd taczkami i innmi rzeczami w celu konserwacji ogrodzenia.

Oczywiście pomysł totalnie absurdalny i bzdurny ale mam prośbę do grupowiczów - czy ktoś posiada i mógłby podesłać na email ([email protected]) przepis (lub numer ustawy) w której jest napisane, że słupki graniczne wytyczają linię które jest granicą dwóch działek i to co po lewej to moje a co prawej to twoje - wiem, że dla normalnego człowieka jest to oczywiste ale gość jest inteligentny inaczej (a żeby było ciekawie to były geodeta - tak twierdzi ale mam wątpliwości). Gdybym miał tą ustawę to bym wydrukował i przybił mu do czoła coby nie musiał jej szukać :lol: . Z góry dziękuję za pomoc.

Pozdrawiam

Mariusz

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Odpowiedz w tym wątku

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.




×
×
  • Dodaj nową pozycję...