Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

duś1719506024

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    5 972
  • Rejestracja

Zawartość dodana przez duś1719506024

  1. Bosch zmywarka - SMV50E10EU. prerywała mycie komunikatem "przytkany kranik"a krótko potem zaczęła piszczeć po jakiś 10 min mycia i nie pokazując już żadnej lampki - wszystko jest czyste: filtry, wąż, nawet woda w zmywarce była czysta... ------- przyszła kryska na serwis i okazało się, że przytkał się jakiś zbędny zaworek. pan fachman zdemontował i wyjaśnił, że zmywarka ma taki zaworek już wbudowany, więc ten, kto montował zmywarkę wymyślił mi po prostu dodatkową przeszkodę, która zatrzymywała farfocle.
  2. nie wiem, jaki styl cię interesuje, ale przepiękne granaty ma eijffinger. ich zdjęcia bardzo wiernie oddają to, co na ścianie. (sama posiadam grant z linii grand cru classe - nr nie pamiętam, ale to ten bardziej chabrowo-niebieski niż granatowo-niebieski)
  3. @olivvka1 z tych przyczyn o których wspomniała elfir, nie pasuje mi do ciebie rówież szkło. poszłabym w delikatne kafle kamienne. jeśli jesteście odważni - marokańskie mozaiki choć w bardziej stonowanych kolorach..
  4. ooo całkiem w klimacie. ładni jesteście na ostatnią imprezę karnawałową przebraliśmy się ze starym za mario i luigi'ego )
  5. ja właśnie odpalam house of cards polecam jeśli jeszcze nie widziałyście.
  6. duś1719506024

    pokażcie swoje salony

    @krystnajoanna jestem pod ogromnym wrażeniem wykorzystania takiej niedużej przestrzeni. a porównuje to z mieszkaniem mojej przyjaciółki, która chwilowo na podobnym metrażu i jest poczucie, że to okropna klitka. wiadomo, że wiele robi rozkład i możliwość modyfikacji, ale udało się wam wycisnąć naprawdę wiele. i koniecznie wrzuć wasz przedpokój do odpowiedniego wątku - ten wieszak na kurtki jest świetny i nietypowy .
  7. rozumiem, że to do przedpokoju? te 1 mi się podobają, ale sugerowałabym zestawić je z deską, która ma być po sąsiedzku.
  8. nic dodać, nic ująć. no może dodać, że gniazdka wybrałaś bardzo ładne dokładnie takie samo kryterium zastosowałam u siebie. pozostałam przy Berkerach zaproponowanych przez dewelopera i chwała Bogu, że mnie żaden diabeł nie podkusił, aby je wymieniać. kiedyś zabrakło jakiegoś pstryczka (zdaje się, że planowaliśmy inną lampę) i uzupełnienie brakującego białego włącznika okazało się przesympatycznie zaskakujące i kosztowało jakieś 40 zł. natomiast jak w kuchni podmieniałam kontakty - 3x podwójne wtyczki trzeba było wymienić na czarne - i za tą przyjemność wyliczyło mi prawie 4 stówki... a to przecież najprostszy model, naj naj naj-zwyklejszy, tyle że czarny. byłam w lekkim szoku
  9. duś1719506024

    pokażcie swoje salony

    @krystynajoanna bardzo fajne wnętrze. zgadzam się z ivy a propos kinkietów góra-dół (ja bym je w ogóle zlikwidowała), zmieniłabym też główne oświetlenie w kuchni na jakiś prosty plafon (bo ten spot daje punktowe światło, nie spełnia więc swojej funkcji) i jeszcze jakbym się miała czepiać, to bym zostawiła więcej miejsca na zasłonkę przy wiszącej szafce, ale pomijając te detale - wyszło naprawdę fantastycznie. myślę, że czujecie się tam bardzo dobrze
  10. a do mnie dziś przyszły prezenty urodzinowe!!! kij że za późno, już dawno zapomniałam o świętowaniu, ale są są są mordulka się cieszy! wybaczam nawet, 1 kurier zadzwonił z zapowiedzą, że będzie o 7:20 przyprawiając mnie o zawał, 2 - o 7:32 czyli akurat jak się jeszcze oko nachwilę przymknęło, a 3 -jak żem pod prysznic wchodziła. a że tylko jedna noga dokonała zmoczenia, to postanowiłam jednak odebrać tel i huzia do sypialni za dźwiękiem wyjca. tja... nie wytarłam odnóża...błąd... na kaflach rozjechałam się więc niczym rasowa baletnica, pies bernńczyk-bydle-mumin odczytał to jako zaproszenie do zabawy i zajumał mi ręcznik, który tylko w filmach zostaje w takich chwilach na swoim miejscu. osooom. gołopdupczyni pozbierała się jednak zanim ktoś z uchodźców nakrył ją w owej przedziwnej pozie w przedpokoju, wpadła co prędzej do sypialni i zamknęła za sobą drzwi, nieomal z hukiem i z bluzgiem na ustach. z kurierem-winowajcą już oczywiście pogadał stary i słysząc ten cały raban odwraca się moją stronę. lekka zdziwka, zmierzył z góry na dół i rzekł karcąco "hm... kotek-dzikusie ale my tu mamy gości w domu, ogarnij się tygrysie, ubierz się - wdech-wdech- i nie wariuj" /mój komp w pracy zjada spacje grrr/
  11. no przedpokój jest wnętrza są trochę gadżeciarskie (choćby to drewno na suficie), ale muszę przyznać, że udało się to fajnie i ze smakiem wyważyć.
  12. u mnie dokładnie tak samo jak u owcyani było - zawód mam raczej siedzący, pracę siedzącą i stojącą i jak ją rozpoczęłam, to nagle się okazało, że jedząc dokładnie to samo, co wcześniej - na liczniku pojawia się 75... przy moim 1.80 może nie było tego widać bardzo, ale jak już ciężko było w stare powyciągane ciuchy wejść, to się połapałam, że houston ma problem. było mi ciężko i nie miałam ni cholery energii. a przecież całe życie tenis, pływanie, siatkówka... dupa nie siatkówka. poszłam do dietetyczki i ułożyła wyżerkę pode mnie - jak miałam ochotę na czekoladę, to i ona się w jadłospisie znalazła. nie musiałam rezygnować w zasadzie z żadnych produktów (no poza coca-colą, ale przyszło mi to bardzo łatwo). w dodatku wtedy przestałam palić, a to jakoś tak nie sprzyja trzymaniu diety. ale poszło bez problemów. 15 tyg później było 58 kg i do dziś trzymam tą wagę bez najmniejszych kłopotów. wahnięcia wagi dobijają max do 60... i wprawdzie czuję, jak jest ta górka, to z drugiej strony - jo-jo to to jednak nie jest. a punktualność - jem 5 posiłków dziennie, ale jak próbowałam pilnować 3h przerw to szalałam. budzik na drugie śniadanie wył mi na sali sądowej albo w czasie jakiś spotkań. wiocha pełna. pozmieniałam sobie trochę więc - pierwszy posiłek jem ok. 9:30, a nie 8. z rana wypiję co najwyżej szklankę wody, kawę. potem robię się głodna koło południa, a następnie koło 2. potem o 18, a ostatnie co nieco wcinam po siłowni o 9-10. babka, która planowała mi dietę podkreślała, że nie wolno doprowadzić do poczucia głodu, no więc wyszłam z założenia, że mój głód ten harmonogram posiłków wyznaczy i jadłam jak nadchodził. i fajnie, sprawdziło się. codzienne przygotowywania to też nie dramat - waga rzeczywiście szybko pojawia się "w oczach", no i ja przygotowywałam sobie wszystko wieczorem, a rano wyciągałam jedynie pojemniczki z lodówki (akurat moje posiłki uwzględniały to, że w pracy ciepłą to co najwyżej kawę wypije). wcześniej robiłam dokładnie to samo, choć częściej zdarzało mi się po pracy, na głodniaka, robiąc zakupy wymyślać obiad. teraz rzeczywiście planuję to wcześniej i chodzę na zakupy z listą, więc słodyczę kupuję wtedy kiedy mam na nie rzeczywiście ochotę, a nie wtedy, gdy ssanie w żołądku powoduje, że w koszyku ląduje wszystko, jak leci. tak więc marsz do dietetyka, a nie głodówki czy diety eliminacyjne!
  13. takie samo wrażenie mam. żebyś nie powiedziała, że tam jest w środku świeczka, to bym jej nie zauważyła. tapeta jest bardzo pstrokata - wszystko co białe/czarne/srebrne i nieduże gabarytowo, zginie na jej tle (a na bardzo duże przedmioty nie ma tam miejsca), więc ratunkiem jest kolor.
  14. zarumieniłam się od 6 osób, to już na luzaku możesz sobie maseczkę antystresową i masaż twarzy fundnąć... tj. nie TY sobie, a ON tobie
  15. i dzieciak pod kolor!
  16. tyle że na tą ścianę między łazienką a wejściem do domu otwierają się drzwi. obawiam się, że lustro mogłoby być dość mocno narażone na stłuczenie, bo akurat drzwi wejściowe często otwiera się na oścież (sama musiałam się po tygodniu od wprowadzki wyposażyć w odbijacz). z tych względów każde siedzonko w tym miejscu odpada (wyobraźcie sobie jak zapraszacie większą grupę gości do domu - drzwi "uchylone" i jeszcze stałby tam gospodarz, który by je przytrzymywał - a goście ścieśnieni niczym w blokowym mieszkanku z wielkiej płyty) pomysł z inspiracji z kilkoma małymi lusterkami udającymi obrazki - super. coś podobnego zaplanowałam w mojej sypialni (miało być w rządku), ale chyba jednak układ z inspiracji podoba mi się bardziej.
  17. heh bachor został policzony jako jedna z 3 nadprogramowych osób, pies nie został uosobiony. pies jest ekstrasem, a gdyby go liczyć jak ludzi to pewnie musiałabym przyjąć mnożnik x2, do wczoraj kochałam berneńczyki, ale gnida opanowała kanapę i generalnie nie daje się z niej zwalić. do "przed trzema kwadransami" stary go uwielbiał i firefox mi mówi, że nawet googlował hodowle, ale potem mumin sięgając ryjem do michy z popcornem rozlał piwo, ostentacyjnie wyżłopał ile się dało, beknął (!), a jak mój zdumiony nieślubny polazł po szmatę, co by uratować mój piękny dywan - zeżarł mu jeszcze hot doga i w tym czasie stary przegapił gola (chłopaki oglądali meczyk). ryja z musztardy wytarł o ścianę. wniosek: wszystkim poszukującym farb ogromnie polecam flutex 5 beckersa. charpiący obok stary wyszeptał mi na dobranoc "eeee dusialu, ale ty dziś na tą musztardę... jezu, że też nikogo nie zamordowałaś, chyba całą swoją cierpliwość zużyłaś z całego życia. taka antylopa na stepie, oceanie spokoju". lussss... zostałam rogatą kozą... lusss... (mam tylko nadzieję, że bliżej mi to impali czy gazeli niż do gnu)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...