Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości

noc

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1 306
  • Rejestracja

2 obserwujących

O noc

  • Urodziny 04.03.1963

Informacje osobiste

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Mój klub zainteresowań
    Budowa - wymiana doświadczeń

Dane osobowe

  • Miejscowość
    z.góra
  • Kod pocztowy
    65-340
  • Województwo
    lubuskie

Profil płatny

  • Kategoria
    usługi

noc's Achievements

ELITA FORUM (min. 1000)

ELITA FORUM (min. 1000) (6/9)

  • Conversation Starter Rare
  • Reacting Well Rare
  • First Post Rare
  • Collaborator Rare
  • Posting Machine Rare

Recent Badges

28

Reputacja

  1. Solanka nie zadziałała. Może była zbyt słaba? A zdecydowałem nie niszczyć wszystkiego.
  2. Rozpocząłem tą katorgę latem, nie widziałem innego wyjścia. Żadne dostępne środki nic nie zdziałały, a nie chciałem zalewać jakimś "kwasem solnym", by nie niszczyć wszystkiego. Powiem szczerze, nie jest to łatwe, już pal licho że ciężka to robota. Inne rośliny rozpuściły swoje korzenie i trudno jest usuwać wyłącznie bambusowe, a omijać inne rośliny. Do tego dochodzi upierdliwe omijanie rur systemu nawadniania ogrodu. Jeden człowiek ma za mało sił, bo najlepiej byłoby chyba zacząć od początku?! Zwinąć nawodnienie i kolejno wykopywać pożądane rośliny, odsuwać na bok, usuwac korzenie bambusa i z powrotem wkładać te pożądane na miejsce🙂. Z powodu fizycznych możliwości, usuwam korzenie które są dostępne, a te które odrosna na następny rok, znowu będę usuwał wokół roślin pożądanych. A jeśli kiedyś będę miał już dość tej walki, to zwyczajnie wykopię newralgiczne rośliny, odchylę, wyczyszczę jeśli się da i zakopię z powrotem. A jak to nie pomoże, to usunę całkowicie wszystko co splecione z nieusuwalnym bambusem. Trudno, może trzeba będzie poświęcić te kilka czy kilkanaście drzewek i krzewów. Najwyżej kupi się i posadzi takie same następne.
  3. U mnie kocioł Junkers 14-3 pracuje bezawaryjnie już kilkanaście lat, bodajże 15? Aż bałem się to pisać, bo najczęściej po takim tekście następuje nazajutrz poważny problem wywołany pochwaleniem urządzenia😉. Kocioł serwisowany był tylko na gwarancji-planowo, później zapomniałem o tym. Następowała zima-kocioł grzał CO a od wiosny ograniczał się do CWU i tyle. Ale zapomnienie o nim, już daje się wyraźnie we znaki. W ostatnich 3-4 latach wyraźnie rośnie zużycie gazu, a temperatura zew i wew jest na bardzo zblizonym poziomie. Bieżący rachunek 15.10-15.12 wzrósł do 325 m3, z ubiegłorocznych 253 m3, podłego gazu o współczynniku konwersji 8,814. Ten rachunek już przebrał wszelką miarę, bo pamiętam zużycie w tym okresie poniżej 200 m3 w początkowym okresie zamieszkania. To już lawinowy wzrost zużycia, najwyższy czas na gruntowne czyszczenie, odkamienienie, bo kW w komin lecą. Dom 147m2 p.u. ( w tym salon dwukondygnacyjny, bez tego byłoby bliżej 180m2), podłogówka bez grzejników, od 19o w sypialniach, 22o w dziennej części i 26o w łazience. Na ścianach 15 cm styro, okna dwuszybowe, w dachu 30-35cm wełny mineralnej, rekuperacja.
  4. A pro po wpływu bambusa na inne rośliny. Pod jedną sosną, tam gdzie było najwięcej kłączy, sosna zaczęła się wyginać tak, że w końcu szczyt przygiął się zupełnie do ziemi, zrobiła sie taka arkada, i w końcu drzewko uschło. Ten bambus to zabójca sąsiadów.
  5. Zaryzykuję ten eksperyment na roślinach, na których mniej mi zależy. Jeśli bambus będzie wyraźnie zniszczony, wyschnięty, a roślina która ma być oszczędzona pozostanie w formie, to powtórzę to i z pozostałymi roślinami.
  6. Dzięki!
  7. Zdecydowałem się na wykopywanie kłączy bambusowych. Praca jest ciężka, kłącza mają mnóstwo cienkich korzeni, których trzyma się ziemia i wymaga to cierpliwościści w usuwaniu i konsekwencji. Mam nadzieję, że z tych włosowych korzonków bambus nie odrasta, a jedynie z kłączy??? Bo nie sposób usunąć tych włosowatych. To wszystko idzie nie najgorzej, ale tragedią są miejsca na skrzyżowaniu z innymi krzakami i drzewami. Plan mam taki, by wyjęte na powierzchnię kłącza których nie da się usunąć/wyciągnąć całkowicie, zasolić, nawilżyć mocno i owinąć jakąś tkaniną i folią. Mam nadzieję, że ta solanka zniszczy kłącza, których nie da się usunąc spod korzeni innych roślin. Za mną jakieś 1/3 roboty i idzie jakoś do przodu. Dam znać co z tym dalej, gdy coś się wyjaśni,.
  8. Znalazłem coś takiego: https://www.agro.basf.pl/pl/produkty/kategorie-produktow/Herbicydy/Pulsar-40.html Pulsar ® 40 to herbicyd z rodziny imidazolinonowych Herbicydy imidazolinonowe stanowią skuteczne narzędzie do zwalczania chwastów.
  9. Zainteresowała mnie szczególnie ta iniekcja bezpośrednio w łodygi roślin. Minimalizuje prawie do zera złe skutki na inne rośliny i jak zastrzyk, może być skuteczna. Właśnie o czymś takim myślałem. Tylko gdzie to kupić? Przeszukałem net, ale nie widzę w ofercie tego środka. Chyba to jest wycofane z użytku? Gdybyś znalazł gdzieś możliwość kupna, to poproszę o adres. To byłoby najlepsze wyjście. Odciąć kłącza zewnętrzne, przy barierze korzeniowej, a następnie wstrzyknąć w łodygi naziemne roztwór 5%, i jeśliby to zadziałało, to za jakiś czas powycinać naziemne części roślin. A z korzenie/kłącza można spokojnie sobie usuwać później . Jedynie jest problem z kupnem tego środka.
  10. Ale to jest sprawdzone i skutkuje, czy domyślasz się jedynie że pomoże?
  11. To na pewno poskutkuje, tylko jak pisałem, korzenie bambusa są posplatane z korzeniami drzew i krzewów i wiązałoby się to z wykopaniem i wyrzuceniem wszystkich roślin z tego terenu, a jest to prawie pół ogrodu, czyli około 500-600m2. Do tego będzie to katorżnicza praca, bo te korzenie tworzą wręcz materac, który trudno szpadlem ruszyć. A użycie koparki, oznaczałoby także zdemolowanie wszystkiego na drodze do tego terenu. A przy koparce, nieuchronnie zostałyby w ziemi jakieś kłącza i odrosłoby to z powrotem. Mam jeszcze taką ideę, by odkopać i wyrzucić co jest dostępne, a kłącza biegnące pod inne rośliny, wyciągnąć z ziemi (kawałki tak 0,5-1m), pozostawić na nich nieco gleby, zasolić mocno i owinąć jakąś tkaniną i folią. Może te kłącza umrą, gdy dostaną solankę? Jest szansa? W każdym razie zapowiada się ciężki sezon w ogródku, nikt z zewnątrz nie podejmie się usunięcia bambusa, a jednocześnie uratowania tego co jest tam, a sił coraz mniej.
  12. Dopowiem jeszcze, że nie znalazłem wątku o problemach z bambusem na forum, a znalazłem wątek z rdestem sachalińskim, a to chyba jeszcze gorsze niż bambus?!
  13. Czy ma ktoś wiedzę, jakiś pomysł, jak pozbyć się niechcianych odrostów bambusa w wieloletnim ogrodzie i to tak by nie zniszczyć innych roślin? Bambus został posadzony przed kilku laty (ok. 8-9 lat), ograniczony barierą dedykowaną do takich roślin. Niestety, obok szpaleru z bambusami była górka, z której zaczęła się nieco obsuwać ziemia i przysypała tą gumowo-plastikową barierę. Bambus w krótkim czasie zaatakował we wszystkich kierunkach, a zbiegło się to w czasie z przewlekłą moją chorobą i nie mogłem się tym zająć. W dwa lata tak poprzerastał i zespoił z korzeniami innych roślin w ogrodzie, że mechaniczne usuwanie korzeni, oznaczałoby w praktyce likwidację połowy ogródka i robienie go od nowa. Nie da się już rozdzielić korzeni bambusowych i innych roślin, bez niszczenia ich. I to raczej ciężkim sprzętem trzeba byłoby pracować, bo szpadel na dorodne drzewa i krzewy już jest zbyt mikrym narzędziem. Pozostaje jakieś chemiczne zabicie go. Czytałem o zabijaniu solą tej rośliny, co byłoby najbardziej przyjazne. Tylko jak ją aplikować? Zlokalizować jak biegną kłącza/korzenie i sypać solą wzdłuż nich? Czy może w jakiś inny sposób? W innym miejscu polecali glifosat. To chyba preparat na liście? Jak to stosować? Rozłożyć folię wokół wyrastających nad ziemię pędów (by ograniczyć wchłanianie przez glebę) i co parę dni rozpylać na liście środek? Tylko jaki koncentrat, ile %? A może nakłuwać pędy i wstrzykiwać co parę dni solanke czy glifosat bezpośrednio w pędy? A może jakiś inny pomysł ktoś ma? Pomóżcie jeśli ktoś ma jakieś sensowne porady, bo obawiam się, że niedługo sąsiedzi zaczną walczyć z tą rośliną, a wtedy nie będzie miło.
  14. Może i jest gdzieś kropka, ale nie wszędzie. Jeśli przy pracującej ciagle wentylacji wilgotność wewnątrz domu spada poniżej 40%, a nawet dobija do 30% momentami, to najłatwiej i najszybciej jest podbić wilgotność po prostu wyłączając urządzenie. Owszem, teoretycznie można by temu zaradzić rozstawiając "na gęsto" wydajne nawilżacze, czy obniżając temperaturę wewnątrz. Jeśli na dworze mamy wschodnią, słoneczną i suchą cyrkulację z mrozami -10-15oC, a wewnątrz jest 23oC czy nawet 26oC w łazience, to jest problem który trzeba rozwiazać. Bardzo źle się czuję w "saharze" o wilgotności 30/40%, nawet w nosie samoistnie pojawiają się rany. Jeśli komuś "sahara" nie przeszkadza, to moze sobie wentylować, albo schładzać dom czy rozstawiać 10 nawilżaczy. Jednak najprostsze i skuteczne jest okresowe wyłączanie reku, tyle ile potzreba do utrzymania wilgoci.
  15. Albo jesteś bardzo bojaźliwy, albo dom masz bardzo "wrażliwy" na grzyba i pleśń. U mnie wentylacja pracuje bez przerwy w okresie marzec-listopad, później w kratkę. Nieraz, gdy zapomnę, nie włączam jej nawet przez 2 dni, choć zwykle pracuje kilka godzin dziennie. Jest jeden pokój w ogóle nieogrzewany, a jeden pokój i PG bardzo słabo i nic się nie dzieje. Żadnej pleśni ani grzyba się nie dorobiłem. Na ścianach 15 cm styro, w dachu 20 lub 25 cm wełny. Dom zamieszkany od 12 lat i nic się nie pojawiło nawet w narożnikach, które nie są dogrzewane. A mrozy bywały kilka lat temu, dużo większe niż obecnie. Te strachy to trochę na wyrost i przesada w profilaktyce, nie taki diabeł straszny jak go malują. Zimą to borykam się raczej ze zbyt suchym powietrzem niż wilgocią, grzybem i pleśnią.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...