Miesięcznik Murator ONLINE

Skocz do zawartości
  • wpisów
    160
  • komentarzy
    0
  • odsłon
    567

Dziennik budowy RENI


Renia

698 wyświetleń

W środę rano muszę dzwonić po półgodzinnym oczekiwaniu na dostawę wełny, bo się spóźniają. Wreszcie po interwencji przyjeżdża samochód z wełną, siatką i klejem. Noszę do budy duże paki wełny. Klej do garażu wnosi pan, bo ciężki jak licho.

 


Wracam do pracy i czekam na telefon od pana D., że ludzie wreszcie przychodzą do mnie na budowę. Nic, głucho. Dzwonię ja. Mówi, że w czwartek przywiezie na budowę kb, żeby oglądnął więźbę i dał wytyczne odnośnie wysokości kominów i dalszych prac.

 


W czwartek jesteśmy wszyscy na budowie. Kb ogląda wszystko pobieżnie, mówi, że dobrze i zaleca dodać słupy pionowe pomiędzy płatwiami a górną belką w kalenicy. No i podstawione klocki między jetki a górną część ścian. Kominy muszą być wyższe, znowu muszę zamówić następne pustaki wentylacyjne i gazowe oraz kamionki.

 

 


Będąc na ogrodzie i oglądając z daleka komin klinkierowy zauważam, że jest krzywo położona czapka. Pan D. mówi, że poprawią. Kb niczego nie dostrzega, dla niego wszystko jest o key.

 

 


Pytam pana D. kiedy wchodzą, może w piątek ? Mówi, że nie w tym tygodniu, bo gdzie indziej kończą. W obecności kb obiecuje, że jak wejdą w poniedziałek, to do końca tygodnia skończą wszystko.

 


Nie pasuje mi to odciąganie terminu, mam wolną sobotę, mogłabym dopilnować.

 


Pan D. prosi o pieniądze na blachę rudego koloru do obróbek dachu, mówi, że sam ją kupi. To dobrze, ja nie będę musiała nigdzie jeździć i tracić czasu.

 

 


W sobotę jadę na budowę, bo mają dowieźć zamówiony towar, chcę również zdać 7 palet EURO, za które zapłaciłam kaucję, mija już termin zwrotu. Palety są przyłożone resztkami cegieł, pustaków, boazerii...porządkuję to wszystko, przenoszę w inne miejsce. Wszystkie palety czyszczę z ziemi, są gotowe.

 


Pan D. zamówił za dużo pustaczków na słupy podtrzymujące daszek nad gankiem, przenoszę je i układam w stos, przydadzą sie może kiedyś na słupki przy bramie wjazdowej.

 


Wszystko jest ciężkie, jestem zmęczona.

 


Słońce świeci, ale jest zimny wiatr, znowu kolejna słoneczna sobota nie wykorzystana i kolejny tydzień opóźnienia.

 


Dach rozbabrany czwarty tydzień, komin gazowy dalej nie odkuty od stropu.

 


Jestem kompletnie zrezygnowana i myślę, że pozostaje mi tylko cierpliwie czekać.

 


Nie pojawiają się z towarem, więc jadę do domu, bo szkoda mi soboty. Sami sobie poradzą.

 

 


Następny tydzień mam szalony, będę pracować od 8.00 do 19.30. Nie wiem jak dopilnuję budowy ???

 


Smutno mi i przykro i chce mi się płakać.

0 komentarzy


Rekomendowane komentarze

Brak komentarzy do wyświetlenia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...